17 września 1939 — „wyzwolenie od wojny”




Agresja ZSRR na Polskę

Nota rządu ZSRR

Moskwa

17 września 1939 r.



17 września 1939, Agresja Rosji Sowieckiej na Polskę, nota ambasadora w Moskwie


17 września 1939, Agresja Rosji Sowieckiej na Polskę, nota ambasadora w Moskwie



Z zakończenia noty rządu ZSRR z 17 września 1939 r.: […] Jednocześnie rząd Sowiecki powziął zamiar wyzwolenia polskiej ludności od złowrogiej wojny, w którą została wpędzona przez jej nierozumne władze i dać jej możliwość życia w pokoju.*



17 września 1939 roku rząd Rosji Sowieckiej przystąpił do konsekwentnego wykonywania tajnych ustaleń układu Ribbentrop-Mołotow, mających na celu likwidację państwa Polskiego. Agresja Rosji przyniosła nie tylko zajęcie terytoriów RP, grabież dóbr kultury, mienia państwowego i prywatnego, ale przede wszystkim eksterminację polskich elit, realizowaną wedle uprzednio przygotowanych list proskrypcyjnych. Podczas walk zginęło ok. 8.000 polskich żołnierzy, a ponad 10.000 zostało rannych. Do niewoli trafiło 250.000 żołnierzy, z czego ponad 20.000 oficerów zostało zgładzonych. Wedle nadal bardzo szacunkowych obliczeń w wyniku agresji sowieckiej ponad 1.000.000 Polaków zostało poddanych represjom — od zbrodni wojennych, egzekucji, przez aresztowania, deportacje oraz pracę przymusową. Ponad 100.000 osób zmarło tylko podczas deportacji.

Wojna nie wybucha z dnia na dzień, do wojny szykuje się latami. Nie tylko zbrojąc armię, ale także budując propagandowy przekaz. Sączona od początku lat 20 narracja o bękarcie traktatu wersalskiego, czy też o faszystowskim rządzie „jaśniepańskiej” Polski sprawiła, że mniejszościowe nacje na terenach Rzeczypospolitej stawiały bramy powitalne przed wkraczającymi oddziałami wojsk agresora. 

Ideowe przesłanie o wyzwoleniu „braci krwi” spod polskie okupacji stoi jednak w sprzeczności z prozaicznie 
ekonomicznym „interesem”, który uzasadniał dążenie do likwidacji odrodzonej Polski przez Rosję, czego dowód widnieje na sowieckim plakacie propagandowym z roku 1923.


antypolska propaganda rosyjska, sowiecki plakat 1923, agresja rosyjska na Polskę, 17 września 1939


Pomimo upływu prawie 100 lat można stwierdzić, że niewiele się zmieniło, czego najlepszym przykładem są nie tylko rosyjsko-niemieckie projekty «Nord-Stream 1» i «Nord Stream 2», definiowane jako „apolityczne” i całkiem „prywatne”, ale także obecna w języku polityki „europejskiej” oraz mediach narracja o „nacjonalistyczno-konserwatywnym” rządzie i „faszyzacji” Polski. O czym dwa słowa więcej na blogu wiem-jak.com.


--
Ilustracje:
• Nota rządu ZSRR, Moskwa 17.09.1939 © Ambasada Rosji w RPA, Twitter @EmbassyofRussia
Treść noty rządu ZSRR, telefonogram 17.09.1939 © Ministerstwo Spraw Zagranicznych / msz.gov.pl
• Droga dla naszego chleba w zamian za niemieckie maszyny rolnicze i narzędzia, sowiecki plakat propagandowy z 1923 r. — steam.ractor.cc

[P] 17.09.2019












Polska pod krzyżem




Podwyższenie Krzyża Świętego

14 września




Polska pod krzyżem, stauroteka Lednicka, Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy, krzyż bizantyjski, chrzest Polski,




Stauroteka odnaleziona w roku 1962 na Ostrowiu Lednickim — centrum władzy wczesnopiastowskiej — odkryta została w pokładach zniszczonego kościoła z początku XI wieku. Stauroteka lednicka to rodzaj małego (5 x 6 cm) relikwiarza puszkowego, w kształcie krzyża równoramiennego, przeznaczony do przechowywania drobnych fragmentów Krzyża świętego. Na złotej płytce umieszczonej na wierzchniej części puszki widnieje krzyżykowe wycięcie ozdobione 4 gwiazdkami oraz chrystogramem, z którego zachowany został drugi człon — XC

Z uwagi na towarzyszące znalezisku artefakty — m.in monetę cesarza Bazylego II (975-1025) — oraz jego stylizację relikwiarz uznany został za zabytek pochodzenia bizantyńskiego. Hipotetycznie łączony jest z darem otrzymanym przez Mieszka I przy jego chrzcie lub darem Ottona III dla Bolesława Chrobrego. Bez względu jednak na to jaka jest dokładna datacja zabytku, znalezisko stanowi dowód na to, że kształtowanie się państwa wczesnopiastowskiego od samego jego początku związane było z chrześcijaństwem. Można zatem przyjąć, że symbol krzyża jest także wpisany w polską tożsamość narodową.

14 września w liturgii Kościoła Powszechnego obchodzone jest święto Podwyższenia Krzyża świętego. Ustanowiono je już w IV wieku na pamiątkę wystawienia relikwii Krzyża przy poświęceniu Bazyliki Ad Crucem oraz Bazyliki Anastasis w 335 roku. Kościoły wybudowane zostały przez cesarza Konstantyna w Jerozolimie na górze Kalwarii (Golgota) na okoliczność odnalezienia Krzyża świętego przez jego matkę św. Helenę w 326 roku. Odnaleziony krzyż podzielony został na trzy części i darowany kościołom w Jerozolimie, w Rzymie i Konstantynopolowi. W kolejnych wiekach drobne części relikwii przekazano innym kościołom w Europie. 

Niewielu wie, że jedna z największych relikwii Krzyża świętego przez prawie 600 lat znajdowała się w lubelskim kościele Dominikanów. Przywieziona została do Lublina w 1420 roku przez biskupa Andrzeja — dominikanina i ówczesnego pierwszego biskupa kijowskiego obrządku łacińskiego. Stanowiła ona część wiana księżniczki bizantyńskiej Anny — żony księcia kijowskiego Włodzimierza, poślubionej po jego chrzcie w 988 roku — przywiezionego przez nią z Konstantynopola do Kijowa. 400 lat później, po chrzcie Litwy, Iwan książę Holszański utworzył z polecenia księcia Witolda w Kijowie diecezję katolicką. Z uwagi na konflikt księcia Witolda z moskiewskim metropolitą Cyprianem, relikwia Drzewa Świętego podarowana została przez księcia Iwana katedrze katolickiej w 1397 roku

W 1420 roku metropolię litewsko-kijowską objął promoskiewski metropolita Focjusz, uzyskując tym samym status metropolity Wszechrusi. Jego antykatolicka działalność była na rękę księstwu Moskiewskiemu, walczącemu z Litwą o schedę po Rusi Kijowskiej. Celem zapobieżenia przejęcia świętej relikwii przez Focjusza i przekazania jej Moskwie, biskup Andrzej wywiózł ją do Lublina. Umieszczona w tajemnicy w dominikańskim klasztorze została ujawniona dopiero po Unii lubelskiej w 1569 roku. Relikwia Drzewa Krzyża Świętego przetrwała w Lublinie najazdy kozackie, szwedzki potop oraz rabunki rosyjskie podczas kolejnych zaborów. Nawet w latach I i II wojny światowej oraz ciężkiej komuny nikt nie wyciągnął po nią ręki. W nocy z 9 na 10 lutego 1991 roku została skradziona w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach.


--
Źródła: 
Stauroteka lednicka. Materiały, studia, analizy, A. M. Wyrwa, Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy 2015
Ze studiów nad zagadnieniem napływu przedmiotów proweniencji bizantyjskiej na ziemie Polski, J. Górecki, w: Archeologia Polski 2013
Relikwie Drzewa Krzyża Świętego, dominikanie.lublin.pl

Ilustracja:
• Stauroteka Lednicka © Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy / muzeumlednica.pl

[P] 14-16.09.2019











RiP?




Akt utworzenia powiatu

Reforma Samorządu Terytorialnego

1 stycznia 1999 r.




akt utworzenia powiatu 1999, reforma samorządowa 1999, poświadczenie dyplom powiat, herb Polski, herb bez godła




Na podstawie reformy administracyjnej, przeprowadzonej w Polsce w roku 1999, wprowadzono 3-stopniową strukturę podziału terytorialnego. Utworzono 16 województw (z dotychczasowych 49) oraz 315 powiatów. Nowo powstałe jednostki samorządowe otrzymały poświadczenia „przekazania odpowiedzialności za sprawy publiczne o znaczeniu lokalnym” w postaci okazjonalnych aktów. Wręczono je uroczyście przedstawicielom władz samorządowych 23 listopada 1998 roku na Zamku Królewskim w Warszawie.

Akty te wiszą dumnie na ścianach wielu urzędów do dziś. Nikt jednak nie zadał sobie pytania, dlaczego na oficjalnym dokumencie, pieczętowanym urzędową pieczęcią Rady Ministrów, w dziewiątym roku odzyskanej suwerenności państwowej — jak to nadmienia treść aktu — Rzeczpospolita Polska sygnowana jest herbem niewiadomej proweniencji. Pusta tarcza herbowa bez godła z literami RP, w połączeniu z „klepsydrową” gałązką, robi zaiste żałobne wrażenie.

Powstanie nowych jednostek samorządowych — w szczególności powiatów — stało się też niestety nie tylko okazją do „wywijania orła”, ale także do „łapania ryb w mętnej wodzie” przy projektowaniu ich symboli, o czym dwa słowa na blogu wiem-jak.com.


--
Ilustracja:
Akt utworzenia powiatu, 28.11.1998 © Starostwo Powiatowe w Górze

[P] 14.09.2019











Królewskie orły rodzą orła




Cecylia Renata Habsburżanka

koronacja na królową Polski

kościół św. Jana w Warszawie

13 września 1637 r.



Orzeł Biały, godło Polski, herb Polski nowe godło, medal Władysława IV Wazy, wizerunek orła, godło państwowe, symbole państwowe, Muzeum Narodowe w Warszawie




12 września 1637 roku w kościele św. Jana w Warszawie król Polski Władysław IV Waza poślubił Cecylię Renatę Habsburżankę — córkę cesarza Ferdynanda II Habsburga. Następnego dnia odbyła się jej koronacja na królową Polski. Na rewersie okolicznościowego medalu ślubnego przedstawiono orła polskiego z rodowym herbem Wazów oraz cesarskiego dwugłowego orła Habsburgów z rodowym herbem Babenbergów. W legendzie otokowej umieszczono napis:

+ REGALES AQUILAE PROGENERANT AQUILAM. MDCXXXVII

Zgodnie z sentencją — Królewskie orły rodzą orła — 3 lata później przyszedł na świat królewski syn Zygmunt Kazimierz. Niestety królewicz zmarł w wieku 7 lat.


--
Ilustracja:
• Medal ślubny Władysława IV i Cecylii Renaty, 1637 © Zamek Królewski w Warszawie — Muzeum

[P] 13.09.2019











Dekret o reformie rolnej, czyli: niekonstytucyjna grabież




Dekret o przeprowadzeniu reformy rolnej

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego

6 września 1944 r.




Dekret o reformie rolnej, PKWN, komunistyczna grabież majątków, Chojno Nowe, Boduszyńscy, utrata majątku, reprywatyzacja



Dziś mija 75 lat od ogłoszenia Dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej, na mocy którego przeprowadzono na ziemiach państwa polskiego bezprecedensową grabież ziemiPo lipcowym zamachu na obowiązującą ówcześnie konstytucję Rzeczypospolitej — określoną jako „faszystowska”, na legalne władze państwa — jako „samozwańcze”, na administrację krajową — jako „reakcyjną agenturę”, na obywateli — nazwanych „zdrajcami narodu”, „warchołami” i „wrogami demokracji” — we wrześniu dokonano zamachu na konstytucyjne prawo własności. 

Warto ponownie przypomnieć, że na podstawie dekretu niekonstytucyjnej — niewybranej przez naród — tzw. Krajowej Rady Narodowej, założonej przez członków komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej, utworzono samozwańczy Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. Komunistyczna agentura, instalując w Lublinie „nowy” rząd w 1944 roku, odrzuciła Konstytucję kwietniową z roku 1935, przyjmując za obowiązującą Konstytucję marcową z roku 1921. „Prawo” wprowadzane przez KRN pod osłoną sowieckich bagnetów złamało tym samym podstawową zasadę Konstytucji marcowej (Art. 1) o zwierzchniej roli Narodu nad wszelkimi organami, wybieranymi w drodze demokratycznych wyborów, a nie w wyniku czyjejkolwiek uzurpacji. 

Na mocy dekretu o reformie rolnej dokonano grabieży majątków, stanowiących własność ziemiaństwa — warstwy społecznej zdefiniowanej przez komunistyczną propagandę jako „klasa obszarnicza”. Prawdziwym celem reformy nie było jednak uzdrowienie ustroju rolnego państwa — czego konsekwencje widać do dziś — lecz tak naprawdę
zniszczenie tej części społeczeństwa, która stanowiła zagrożenie dla wprowadzanego na sowiecką modłę „nowego porządku”.    

Zniszczoną podczas okupacji niemieckiej i sowieckiej tkankę społeczną (intelektualną, urzędniczą, wojskową), zastępowano „nowymi kadrami”, albo bezpośrednio z Moskwy, albo z tzw. „społecznego awansu”. Realizowana w Polsce rewolucja społeczna i kulturowa oparta została nie tylko o zmianę granic państwa — odcięcie obszarów o silnych tradycjach patriotycznych — ale przede wszystkim 
pozbawienie źródła utrzymania tych grup społecznych, których niezależność ekonomiczna mogłaby być źródłem przewagi konkurencyjnej nad nowymi „elitami” komunistycznej PRL.

Wydawałoby się, że 45 lat później czerwcowa „Wolność '89”, przywrócona bezkrwawo kartką wyborczą, oznaczać będzie nie tylko odbudowę demokratycznego państwa prawa, zwycięstwo historycznej prawdy lub polityczne rozliczenie, ale przede wszystkim sprawiedliwość i naprawienie krzywd. Widomym tego symbolem miało być przywrócenie korony na głowie orła w herbie RP, konstytucyjną nowelą z grudnia 1989 roku, na mocy której ustanowiono, że:
  • „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”.
Minęło kolejne 30 lat, a konsekwencje PKWN-owskich dekretów trwają nadal. A przecież w kwietniu 1998 roku Senat RP podjął uchwałę o uznaniu ciągłości prawnej między II RP a III RP oraz stwierdził brak mocy prawnej wszelkich aktów normatywnych, wydanych przez niesuwerennego prawodawcę w latach 1944—1989, które naruszały podstawowe prawa obywatelskie.* Z przykrością można stwierdzić, że działania podejmowane na przeciągu ostatnich 3 dekad przez władze państwa polskiego — w szczególności za rządów premiera Waldemara Pawlaka — połączone z postawą administracji samorządowej, sprowadziły je do roli… pasera. 

Dom rodziny Boduszyńskich oraz dobra należące do ich majątku Chojno Nowe, do dziś nie zostały zwrócone prawowitym właścicielom. Wstyd, żeby nie powiedzieć… — hańba.




--
* Uchwała Senatu RP z dn. 16 kwietnia 1998 roku (M.P. z 1998 nr 12 poz. 200)

Ilustracje:
Dekret PKWN o przeprowadzeniu reformy rolnej z dn. 6 września 1944 r. — obwieszczenie Ministra Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 16 stycznia 1945 © Biblioteka Narodowa, polona.pl
• Dom rodzinny Boduszyńskich w majątku Chojno Nowe © 2019 Przemysław Konera, googlemaps.com

[P] 06.09.2019











Wojna — akt militarny czy interes kapitału?




Agresja Niemiec na Polskę

Wybuch II wojny światowej

1 września 1939 r.





80 rocznica wybuchu II wojny światowej, 1 września 1939, agresja Niemiec na Polskę, Wehrmacht in Polen



Carl von Clausewitz: Wojna jest tylko kontynuacją polityki innymi środkami.*

Adolf Hitler do Galeazzo Ciano: Jest pan południowcem i nigdy nie zrozumie pan, jak bardzo mi, jako Niemcowi, potrzebne jest drewno z polskich lasów.**



Coroczne obchody wybuchu II wojny światowej skupiają się zwykle na podkreślaniu traumy, której doznało nowo odrodzone państwo polskie oraz osobiście miliony obywateli Rzeczypospolitej. I słusznie, bo nie ma rodziny w Polsce, której nie dotknęłoby wojenne nieszczęście. Umyka jednak w tak przedstawianej analizie podstawowa kwestia — co tak naprawdę było przyczyną wojny? Wojna nie wybucha bowiem z dnia na dzień, a wojska nie da się uzbroić w tydzień, miesiąc, ani nawet w rok.

Warto przypomnieć, że w latach 1929-1933 przez świat kapitalistyczny przewalił się tzw. Wielki kryzys. Odczuły to także Niemcy, obciążone dodatkowo dotkliwymi reparacjami za I wojnę światową (odszkodowania na rzecz Francji spłaciły Niemcy dopiero w roku 2010). A jednak w ciągu kolejnych lat gospodarka III Rzeszy wygenerowała wiele przełomowych rozwiązań technologicznych. Już po 6 latach od objęcia przez Hitlera urzędu kanclerza w roku 1933 państwo niemieckie było gotowe rozpocząć wojnę.  

Być może sekret dotyczący przyczyny wojny tkwi w odpowiedzi na pytanie, kto miał interes w jej wywołaniu, a dokładniej — kto „zainwestował” w Niemcy po I wojnie światowej?

Czy była to Sowiecka Rosja, która 
po „wygonieniu” przez Franco jej agentury z Hiszpanii aż do czerwca 1941 roku „futrowała” surowcami Niemcy, by w końcu sprowokować militarny konflikt w Europie i uzyskać pretekst do „przyjścia z pomocą” zagrożonym wojną proletariuszom? 

A może były to Anglia i Francja, które postawiły na Niemcy jako „przedmurze Europy” przed niechybnie nadciągającą nawałą bolszewizmu, gdy ich 
obserwatorzy wojskowi, obecni na pokazowych manewrach Armii Czerwonej w pod Kijowem w 1935 roku, zdali sobie sprawę ze skali ofensywnych zdolności militarnych Rosji Sowieckiej?




A może tak naprawdę „ojcem” wojny był nie do końca bezimienny światowy kapitał, który w rozwoju gospodarki niemieckiej upatrywał najszybszego sposobu na odrobienie strat finansowych poniesionych podczas kryzysu? To Plan Dawesa (1924) oraz Plan Younga (1929) uczyniły z państwa niemieckiego maszynkę do zarabiania pieniędzy.

Taką tezę zdaje się potwierdzać także powojenna historia Niemiec, przed którą ostrzegał premier Rządu RP w Londynie Stanisław Mikołajczyk już w 1943 roku:
  • Pragnę szczególnie podkreślić konieczność obrony Europy powojennej przed hegemonią gospodarczą Niemiec, która stwarza podstawy hegemonii politycznej i wojskowej. Chcąc uniknąć hegemonii gospodarczej Niemiec w Europie, na którą Niemcy liczą nawet na wypadek przegranej wojny, sądząc, że ewentualna niezgoda wśród zwycięzców, przestawienie gospodarcze dokonane przez Niemców w czasie wojny w krajach okupowanych i t.p. stworzą te możliwości. […]***

Powtórzę zatem swój wpis z roku 2015 („Schulzerei” — czyli: niemiecki bezwstyd, Aktualności 2015-2), że brak pełnego finansowego rozliczenia Niemiec po II wojnie światowej, doprowadził do sytuacji, gdy ponownie stały się hegemonem Europy. Państwo, które rozpętało wojnę — najstraszliwszą w skutkach dla Polski — w wyniku powojennego układu tak naprawdę stało się największym beneficjentem nowego europejskiego ładu. Polsce natomiast — na co wskazuje szczególnie historia ostatnich 30 lat „wolności” — przydzielono w Europie wyłącznie status klienta — i to 2 kategorii.

Moim — oczywiście całkiem prywatnym — zdaniem, Niemcy są wieczystym moralnym, politycznym i finansowym dłużnikiem Europy i jako państwo nie powinny istnieć w kształcie, który powstał po II wojnie światowej. Jedyną dopuszczalną prawnie formą mogło być ustanowienie odrębnych państw niemieckojęzycznych (nie większych od Austrii), połączonych ewentualnie unią gospodarczą i monetarną — na kształt Beneluxu. Zjednoczenie Niemiec w roku 1990 uznać należy za projekt zdecydowanie bardziej biznesowy niż polityczny, gdyż ponownie stworzyło podstawy do odbudowywania przez światowy kapitał gospodarczej hegemonii Niemiec w Europie. 

Tylko specyficznie rozumiany „interes” globalnego kapitału wyjaśniać może fakt, że państwo odpowiedzialne za doprowadzenie do światowej tragedii otrzymuje rocznie od USA wielomiliardowe finansowanie za utrzymywanie na swoim terytorium baz oraz instalacji militarnych amerykańskiej armii. Kuriozalne jest także to, że projekt ekspansji niemieckich firm w Polsce działa od lat 90. tak sprawnie, iż na utrzymanie niemieckiej gospodarki pracują obecnie nawet wydatki konsumpcyjne polskich rodzin, finansowane z rządowego programu 500+.

Historia uczy zatem, że prawdziwymi „ojcami” wojen są nie tyle niewyżyci wojskowi, czy też ideologiczni „führerzy”, co najczęściej finansowi demiurgowie, których celem jest wyłącznie pomnażanie zysków, bez oglądania się na los państw oraz ich obywateli. Jeśli zatem wojna stanowi tak naprawdę jedno z narzędzi uprawiania polityki gospodarczej to za jej skutki nie wystarczy wyłącznie okazjonalne «Przepraszam». Za rachunkiem sumienia oraz aktem skruchy (żalem za grzechy) winno iść nie tylko mocne postanowienie poprawy, ale także zadośćuczynienie, znane w polityce pod pojęciem «Reparacji».


--
* Carl von Clausewitz, O wojnie, 1832-34
** Galeazzo Ciano, Pamiętniki, 1939-43
*** S. Mikołajczyk, przemówienie z okazji Dnia Pamięci 11 Listopada, Londyn 1943

Ilustracja:
• Der Schützenregiment in Polen, 04.09.1939 r. © Deutsches Historisches Museum, Berlin
• Manewry wojskowe Armii Czerwonej 1935, Kijowski Okręg Wojskowy — za: eloblog.pl © 2012 издательство Добрая книга

[P] 01.09.2019











80 lat temu… — mobilizacja 1939




Mobilizacja powszechna

Obwieszczenie Prezydenta RP

30 sierpnia 1939 r.




Obwieszczenie mobilizacji 1939, Zakład Reprografii i Digitalizacji Biblioteki Narodowej, II wojna światowa, Mieczysław Boduszyński, majątek Chojno Nowe, kampania wrześniowa



Z treści Obwieszczenia Prezydenta RP z dn. 30.08.1939 r.: „Obwieszczenie mobilizacji. Prezydent Rzeczypospolitej zarządził mobilizację powszechną.W wykonaniu powyższego w porozumieniu z właściwymi ministrami zarządzam co następuje: […] 1-szym dniem mobilizacji jest: czwartek 31 sierpień 1939 r.” *



Komentarz: Ostatnie dni lata 1939 roku zmieniły bieg życia ówczesnych obywateli Rzeczypospolitej. 26 letni podporucznik piechoty Mieczysław Boduszyński — prywatnie mój dziadek po stronie mamy — zmobilizowany został 1 września w Chełmie. Jako dowódca plutonu k.m. przydzielony został do 21. Samodzielnej Kompanii Karabinów Maszynowych i Broni Towarzyszącej.

6 września przerzucony wojskowym eszelonem z Chełma pod Dęblin dołączył z kompanią do 39 Dywizji Piechoty, broniącej przepraw i mostów na odcinku Wisły od Dęblina do Kazimierza Dolnego. 14 września kompania wraz z dywizją wycofana została w kierunku Chełma, a 17 września przyłączona została do jednostek Frontu Północnego gen. Stefana Dęba-Biernackiego. 19 września włączony wraz ze swoim plutonem k.m. do 6. Pułku Strzelców Podhalańskich uczestniczył w starciach podczas drugiej bitwie pod Tomaszowem Lubelskim. Działania wojenne zakończył 24 września pod Suchowolą po decyzji dowództwa sztabu o kapitulacji i rozwiązaniu pododdziału.


ppor. rez. Mieczysław Boduszyński, II wojna światowa, wojna obronna 1939, Kampania wrześniowa, szlak bojowy 7-24 września 1939



Opis niespełna 4 tygodniowego szlaku bojowego utrwalony został w jego osobistych „zapiskach z dołka strzeleckiego”:

piątek, 1 września 1939

Przyjechałem do Chełma do pułku i zameldowałem się w dowództwie, w celu otrzymania przydziału. Zostałem przydzielony do 21-ej Samodzielnej Kompanii Karabinów Maszynowych i Broni Towarzyszącej, pod dowództwem porucznika Marszałka. Tego samego dnia w nocy zaczęliśmy mundurować zmobilizowaną naszą kompanię.


sobota, 2 września 1939

Kompania wymaszerowała na kwatery do Żółtaniec, o parę kilometrów za Chełmem i w dalszym ciągu zbroiła się i organizowała. Na noc zostałem wysłany do kucia koni kompanijnych.


niedziela, 3 września 1939

W południe nadleciał nad wieś niemiecki samolot bombowy, niestety nie mieliśmy jeszcze wydanej amunicji do karabinów maszynowych. […]


poniedziałek, 4 września 1939

W dalszym ciągu organizacja kompanii. Dostałem pod swoje dowództwo II pluton, a jako swego zastępcę podchorążego Leszczyńskiego. Po południu odebrał od naszej kompanii przysięgę major Sochacki.


wtorek, 5 września 1939

Udało mi się wyrwać autem na parę godzin do domu. W domu wszystko w porządku, tylko wszyscy zdenerwowani częstymi nalotami. Przy okazji kupiłem sobie konia z Kulika, bo mój fasowany wierzchowiec do niczego i o mało już mi kości nie połamał. Do kompanii powróciłem wieczorem a o 24-ej już zostałem wysłany z plutonem na stację do Chełma, celem zorganizowania obrony przeciwlotniczej dla naszej kompanii, która miała się załadować rano.


środa, 6 września 1939

Załadowanie i odjazd kompanii w kierunku Lublina. Przed Lublinem zatrzymano nas z powodu uszkodzenia torów przez lotnika, przez Lublin przejeżdżaliśmy w nocy.


czwartek, 7 września 1939

Dojechaliśmy transportem tylko do stacji Gołąb, gdzieśmy się wyładowali i zajęli kwatery. Zostałem wyznaczony na kwatermistrza.


piątek, 8 września 1939

Od rana zajęliśmy stanowiska obrane nad brzegiem Wisły, na odcinku ca 7 km między Puławami a Dęblinem. Od wieczora zaczęli się przeprawiać przez Wisłę w bród uciekinierzy i żołnierze z dywizji rozbitych na tamtej stronie Wisły. Bród leżał naprzeciw stanowisk mojego plutonu, widok i wrażenie tej „przeprawy” fatalne.


czwartek, 14 września 1939

Przez wszystkie te dni ubezpieczaliśmy odcinek Wisły wyznaczony nam, słysząc bezustanne bombardowanie artylerią i samolotami Dęblina i Puław przez Niemców, chcących przejść na naszą stronę. Sami nie mieliśmy do czynienia z nieprzyjacielem, który stał o 2 km od przeciwległego brzegu Wisły. Raz tylko został wysłany z mojego plutonu patrol „cywilny” — podchorąży Leszczyński i starszy legionista Drylski — na drugi brzeg Wisły, który stwierdził obecność nieprzyjaciela.


W czasie tych kilku dni wyłowiliśmy z Wisły cztery samochody wojskowe, cztery działka przeciw pancerne, kilka aparatów telefonicznych i większą ilość broni ręcznej i maszynowej, wszystko to odesłaliśmy do Puław, gdzie mieli się organizować wszyscy uciekinierzy z tamtej strony Wisły, zatrzymaliśmy tylko dla siebie jeden samochód, jedno działko przeciw pancerne i trzy karabiny maszynowe stwarzając piąty pluton karabinów maszynowych, który otrzymał starszy sierżant Ostrowski. Kompania liczyła teraz pięć plutonów k.m. — po trzy karabiny w plutonie — jeden pluton sztokesów i jedno działko przeciw pancerne. Podczas pobytu naszej kompanii nad brzegiem Wisły nastąpiła pierwsza dezercja i to z mojego plutonu, mianowicie jednego wieczora zniknął w niewiadomy sposób karabinowy czwartego karabinu, kapral Mulik — Rusin.


Wieczorem z rozkazu dowództwa opuściliśmy stanowiska i kompania miała się udać do miejscowości Dębiny. W chwili odmarszu kompanii z miejscowości Gołąb otrzymałem rozkaz powrotu nad brzeg Wisły i zabrania działka p.panc., które pozostawiła tam jego obsługa nienależąca do naszej kompanii a tylko czasowo przydzielona, korzystając z ciemności podczas schodzenia ze stanowisk kompanii obsługa ta zwiała. Udałem się po to działko ze starszym legionistą Drylskim, kucharzem i parą koni zapasowych od kuchni. Droga była fatalna, bo prowadziła przez las przy zupełnych ciemnościach i licznych starych i nowych okopach oraz wszelkiego rodzaju dołach.


Żadnego światła zapalać nie mogliśmy, ani zbyt głośno zachowywać, bo już na przeciwległym brzegu Wisły dawał się słyszeć ruch wojska niemieckiego szykującego się do przeprawy i co chwilę oświetlali rzekę i obydwa brzegi rakietami. Po wielu kłopotach i trudnościach udało się nam wyprowadzić działko z lasu i dojechaliśmy do Gołębia wypełniając rozkaz. Kompanii już tam nie zastałem, więc według polecenia skierowałem się w kierunku miejscowości Bonów, gdzie miałem znaleźć kompanię, która miała się tam zatrzymać na odpoczynek i kolację. 


Ani w drodze, ani w Bonowie kompanii nie zastałem a co gorsze nie znając okolicy — nie znałem dokładnie drogi do Dębiny — ostatecznego celu naszej kompanii. Map też nie miałem. W Bonowie spotkałem kompanię piechoty porucznika Okonia, która tam się zatrzymała nie znając dalszej drogi także do Dębin. W końcu zdecydowałem się na jedną z trzech dróg wychodzących z Bonowa i pomaszerowałem sam ze swoim działkiem, przy którem już konie ustawały, trasą: Bonów — Borysów — Żyrzyn — Dębiny. Droga okazała się właściwą.


Jadąc z Bonowa przez las oświetlili Niemcy w niewytłumaczony dla nas sposób naszą drogę i zaraz rozerwały się obok nad nami dwa szrapnele, na szczęście nieszkodliwie dla nas. Przez cały czas począwszy od Borysowa spotykaliśmy nasze oddziały wszelkich rodzajów broni zdążające drogą do Dębin. W końcu rankiem, przejeżdżając przez las, jak się okazało pod Dębinami, natknąłem się na naszą kompanię. Wszyscy myśleli, że zaginąłem już gdzieś z tym przeklętym działkiem, a z kompanią nie mogłem się spotkać w Bonowie, ponieważ zmylili drogę i pomaszerowali zupełnie inną trasą i dopiero po dłuższem błądzeniu dostali się do Dębin.


piątek, 15 września 1939

Po krótkim odpoczynku, kompania dalej trasą: Wolica — Wola Osiecka — Abramów — Michałków — Samoklęski — Lubartów — Łęczna. Od Abramowa maszerowaliśmy nocą, przyczem złapała nas w drodze fatalna burza z deszczem tak, że kompletnie nic nie było widać, no i przemokliśmy solidnie. Do Łęczny dotarliśmy 16-go rano.


sobota, 16 września 1939

W Łęcznie całodzienny postój.  Bezskutecznie próbowałem skomunikować się z domem, ponieważ poczta i telefon były nieczynne a posłańca nie mogłem nigdzie znaleźć. Wieczorem otrzymaliśmy rozkaz maszerowania w kierunku na Siedliszcze. Znając tutejsze drogi otrzymałem rozkaz prowadzenia kompanii. Przy przejściu szosy włodawskiej pod Korybutową Wolą opuściłem kompanię chcąc wpaść do domu. Do domu przyjechałem o 10-ej wieczór i zastałem tam wszystkich […] Po pół godzinie wyjechałem z domu i przyłączyłem się do kompanii w Siedliszczu.


niedziela, 17 września 1939                       

Z Siedliszcza poprowadziłem kompanię przez Mogilnicę, Święcicę, Pniówno, Kozią Górę do Sawina, gdzieśmy przymaszerowali o 7-ej rano. W godzinę potem otrzymaliśmy rozkaz marszu do Pawłowa, a więc tą samą prawie drogą z powrotem. Znając drogę prowadziłem w dalszym ciągu kompanię przez Kozią Górę, Święcicę, Bezek do Pawłowa. W Bezku zrobiliśmy postój, spotkałem tam Pana Bormana. Przechodząc przez szosę lubelską dałem przejeżdżającemu oficerowi kartkę do domu z wiadomością o sobie — ciekawym czy doszła? W Pawłowie stanęliśmy przed wieczorem i zaraz zajęliśmy stanowiska z karabinami zamykając wszystkie drogi. Byliśmy ubezpieczeniem dowództwa armii generała Biernackiego.


poniedziałek, 18 września 1939

W południe wybuchł w kwaterach mojego plutonu pożar wywołany prawdopodobnie nieostrożnym strzałem w strzechę stodoły podczas przestrzeliwania karabinów. Pomimo akcji ratunkowej spłonęło kilka zabudowań. Wieczorem ruszyliśmy w dalszą drogę i po całonocnem kręceniu się po lasach w „egipskich” ciemnościach, stanęliśmy nad ranem w lesie koło Rejowca.


wtorek, 19 września 1939

Zaraz po zatrzymaniu się kompanii w lesie otrzymałem rozkaz zameldowania się ze swoim plutonem w dowództwie 6-go pułku Strzelców Podhalańskich, dokąd zostałem przydzielony razem z 1-ym plutonem ppor. Jagielskiego. Po południu zajęliśmy całym pułkiem liczącym ca. 300 ludzi, stanowisko koło Krupego, gdzie zostaliśmy w ciągu jakichś dwóch godzin ostrzeliwani szrapnelami przez Niemców, jednak nieprzyjaciela nigdzie nie widzieliśmy.


sobota, 23 września 1939

Począwszy od 19-go jesteśmy w ciągłym ruchu w kierunku na Siennicę — Drewniki — Podwysokie — Wolicę Uchańską — Cieszyn — Żuków — Miączyn — folw. Niewirków, spotykając co pewien czas nieprzyjaciela i wiążąc się z nim ogniem. Z Niewirkowa ruszyliśmy się dalej krążąc bezustannie po okolicy i starając się wydostać z koła jakiem otoczyli nas Niemcy. Przeszliśmy Kolonię Wolicę — Łabunie — Potoczek i Suchowolę.


Do poważniejszego starcia doszło w rejonie Kolonii Wolica a potem pod Łabuniami. Niestety po chwilowych powodzeniach ciągle cofaliśmy się napotykając znowu nieprzyjaciela zamykającego nam drogę. Do Suchowoli przyszliśmy w nocy i natknęliśmy się na nieprzyjaciela. Po dość długiem wzajemnem ostrzeliwaniu się, które jednak nie pozwoliło na zorientowanie się w położeniu własnem i nieprzyjacielskich sił, natarliśmy — niestety nieprzyjaciel odparł natarcie zwiększając ogień artyleryjski i z broni maszynowej.


niedziela, 24 września 1939

Dowództwo zarządziło wycofanie się, jednakże z lewego skrzydła wpadła na nas uciekająca nasza kawaleria i wznieciła popłoch, wojsko zaczęło uciekać natykając się ciągle na ogień nieprzyjaciela i zostawiając sporo zabitych i rannych. W bitwie tej pozostał mi już tylko jeden karabin maszynowy, ponieważ dwa pozostałe zepsuły się pod Łabuniami wskutek deszczu i zanieczyszczeń, karabin ten brał udział w akcji a nawet celowniczy jego st. legionista Lipiec, został ranny w twarz pociskiem. Karabin ten udało mi się przy pomocy pod porucznika Maja i starszego legionisty Drylskiego ściągnąć ze stanowiska i w ogólnym popłochu załadować na taczankę i wycofać się za uciekającem wojskiem.


Podczas wycofywania się, gdy już zmęczony zacząłem pozostawać w tyle, udało mi się złapać kawaleryjskiego konia, który wyratował mnie z tej opresji. Na koniu tym dogoniłem swoją taczankę, a następnie przyłączyłem się do kawalerzystów zmieszanych z resztą wojska, zdaje się, że był to 20-ty pułk ułanów. W pewnym momencie jednak kawaleria prażona silnym ogniem karabinów maszynowych i pościgowym ogniem artylerii zerwała się do gwałtownej ucieczki, mój koń widząc szalony bieg całej masy koni poniósł mnie, nie dając mi możności zatrzymania się ani skierowania go w którąkolwiek stronę.


Szczęśliwie przebyłem tę drogę zupełnie odsłoniętą od strony nieprzyjaciela, niezaczepiony przez żadną z kul, które gwizdały ze wszystkich stron — przejeżdżając drogą trudną do wyobrażenia z powodu licznych wyrw i parowów. Dojechałem tak wraz z kawalerią w głąb lasu, gdzieśmy się zatrzymali, chociaż w dalszym ciągu gonił nas ogień artyleryjski. Wkrótce kawaleria ruszyła dalej a ja zatrzymałem się chcąc zaczekać na swoją taczankę, która rzeczywiście wkrótce nadjechała. Połączyliśmy się więc i ruszyliśmy w ślad za kawalerią nie spotykając jej już jednak nigdzie.


Dowiedzieliśmy się za to od chłopów myszkujących po lesie, że cały ten las otoczony przez Niemców i nie ma mowy o przedostaniu się z taczanką. Postanowiłem więc taczankę wraz z bronią schować w lesie i próbować w samotrzeć przedarcia się przez linie niemieckie. Wzięliśmy tylko ze sobą konie, chcąc posługiwać się niemi jak długo tylko się da — obawiam się jednak, że sprawią nam one dużo kłopotu, bo Drylski jeszcze nigdy w życiu konno nie jeździł, a poza tem ciągle będziemy ocierali się o Niemców — boję się więc, żeby nas nie zdradziły. No ale będzie co Bóg da, w każdym razie rzucać mundurów i przebierać się w cywilne ubranie, co dałoby nam prawie zupełne bezpieczeństwo, nie chcemy.


Mamy zamiar udać się w kierunku północnym przechodząc między Szczebrzeszynem a Zamościem, potem w kierunku Krasnegostawu i Rejowca. Tam mamy zamiar zatrzymać się w lasach i skoczyć do domu dla zasięgnięcia informacji o położeniu naszych i niemieckich wojsk i jeżeli się da przedzierać się w kierunku Warszawy do którejś z armii polskich, żeby dalej walczyć. […]


Pisane w dołku strzeleckim pod Łabuniami i w lesie pod Szewnią.*



Pluton Kompanii Karaminów maszynowych, manewry wojskowe 1939, foto: Henryk Poddębski, Muzeum II Wojny Światowej



Mieczysław Boduszyński mógł mówić o podwójnym szczęściu, gdyż nie tylko on sam przeżył kampanię wrześniową, ale także jego rodzina przetrwała frontową „wizytę” sowieckich oddziałów w podlubelskim majątku Chojno NowePo parodniowym pobycie sowieckiej jednostki sztabowej, przedstawiciele robotniczo-chłopskiej „armii wyzwolicieli” wyjechali, pozostawiając właścicieli ograbionych ze wszelkich oznak „pańskości” — biżuterii, zegarków i innych precjozów — a ich majątek wyzwolony z inwentarza ruchomego i żywego. Zrządzeniem Opatrzności Bożej nikt z przebywających we dworze nie został uwolniony od życia lub też wywieziony „na wolność” na Syberię. 

Kolejne lata wojny to nie tylko ciężka praca w 220 hektarowym majątku rolnym na potrzeby kontyngentów nałożonych przez niemieckie władze okupacyjne, ale także działalność w podziemiu zbrojnym w Obwodzie AK Lublin Powiat — jako podoficer był dowódcą placówki terenowej. 

Mój dziadek dzięki Bogu przeżył wojnę — choć za sprawą miejscowego landrata trafił także do obozu pracy SS w podlubelskich Trawnikach — jednak nie doczekał ani „wolnej” Polski, ani powrotu do rodzinnego majątku. W
ypędzony w 1944 roku komunistycznym dekretem ze swojego domu przeniósł się z rodziną do Poznania, gdzie zmarł w roku 1972. 

Z przykrością muszę ponownie napisać, że choć od zakończenia wojny minęło 74 lata — prawie 3/4 wieku — to niestety jej konsekwencje, 
utrwalone PRL-owskim bezprawiem i honorowane decyzjami administracji państwowej i samorządowej „wolnego” państwa, trwają do dziś.


--
Pamiętnik z kampanii wrześniowej — Mieczysław Boduszyński (ps. Gozdawa)

Ilustracje:
• Obwieszczenie mobilizacji, 30.08.1939 r. © Biblioteka Narodowa — polona.pl
• Szlak bojowy — odtworzenie przebiegu marszruty oddziału w dniach 07-24 września 1939
• Pluton Karabinów Maszynowych — manewry wojskowe 1939, foto: Henryk Poddębski © Muzeum II Wojny Światowej


[P] 30.08.2019











Wojna domowa




Bielik (Haliaeetus albicilla)
Gniazdo

Łotwa




nowe godło, ustawa o symbolach narodowych, gniazdo bielików, orli dom, Orzeł Biały, polskie godło, prace nad godłem



Już po raz drugi można zaobserwować postępującą „dekompozycję” gniazda bielików po sezonie lęgowym. Bardzo prawdopodobnym jest — z uwagi na obserwowane zachowania — że może to być zamierzone działanie „starych” orłów, celem wyproszenia „młodych” z domu, a także efekt wyładowania głodowej frustracji „młodych”, oczekujących wciąż na dokarmianie. Miejmy jednak nadzieję, że w październiku będzie okazja znów zobaczyć pracę nad odbudowywaniem gniazda (patrz: „Orle gniazdo odbudowane” — Aktualności 17.12.2018).



--
Ilustracja:

• Gniazdo bielika — ukryta kamera (zrzut ekranowy) © dabasdati.lv

Projekt: Latvijas Ornitoloģijas biedrība / Latvijas Dabas fonds



[P] 08.08.2019











1 sierpnia




Ustawa o godłach i barwach RP

1 sierpnia 1919 r.


Powstanie Warszawskie

1 sierpnia 1944 r.




nowe godło Polski, Orzeł Biały, Odzyskać Polskę, Zbigniew Makarewicz, Ciągłość prawna z II Rzecząpospolitą, nowa konstytucja, polskie symbole narodowe




Pozwolę sobie tym razem „nietypowo” nawiązać do wydarzeń zapisanych na kartach polskiej historii pod datą 1 sierpnia. Najbardziej pamiętna jest oczywiście rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego 1944. Mniej znany, choć aktualny z uwagi na rocznicę 100-lecia, jest 1 sierpnia 1919 — data uchwalenia pierwszej ustawy o godłach i barwach Rzeczypospolitej Polskiej. Co może łączyć te dwa momenty z historii Polski? Jedno — walka o Polskę.


Powstanie w Warszawie miało wyzwolić stolicę Polski spod 5-letniej okupacji Rzeszy Niemieckiej. Stanowiło także akt militarno-polityczny, świadczący o woli samostanowienia polskiego narodu wobec wkraczającej na tereny Polski armii Rosji sowieckiej wraz z komunistyczną agenturą PKWN.


Ustawa o symbolach Rzeczypospolitej powstawała także w czasie wojny prowadzonej z Rosją bolszewicką, stąd ustanawiane znaki państwowe miały charakter „tymczasowy”. Świadczy o tym treść artykułu 1:

  • Dopóki nie zostaną ustalone granice Państwa Polskiego i dopóki konstytucja nie określi godeł, barw państwowych […]

Nie tylko kształt terytorialny, ale także ustrojowy odradzającej się Polski nie był jeszcze ostatecznie uformowany. To w walce frontowej rozstrzygały się losy, czy Rzeczpospolita będzie państwem federacyjnym na kształt unii wielu narodów — związanym z  Litwą, Białorusią i Ukrainą — czy też państwem złożonym wyłącznie z ziem etnicznie polskich.


Dlaczego zatem pozwoliłem sobie połączyć ideowo te dwie daty? Otóż dlatego, że dyskusja o symbolach państwowych, wywołana przy okazji obchodów jubileuszu 100-lecia odzyskania Niepodległości, skupiała się głównie — jeśli nie wyłącznie — na ich wizerunku. Omawiano kwestie zgodności wzoru orła z zasadami heraldyki, polemizowano z obowiązującym kształtem korony — heraldycznej otwartej — wskazując na zamkniętą z krzyżem, obecną w godle z roku 1919, jako właściwszą, czy też wreszcie zastanawiano się nad zdefiniowaniem odcienia czerwieni polskiej flagi — amarant, cynober, a może karmazyn. Dodatkowo bezpodstawnie podważano autorstwo projektu godła prof. Zygmunta Kamińskiego z roku 1927.


Nie brano natomiast w ogóle pod uwagę kwestii najistotniejszej: idei państwa. Wydawałoby się bowiem, że przed przyjęciem symboli państwowych warto byłoby odpowiedzieć sobie najpierw na pytanie — jakim państwem jest lub ma być Rzeczpospolita? Jakie wartości leżą u jej ustrojowych podstaw? Dopiero po udzieleniu jasnej odpowiedzi można ustanowić znaki, które będą znakiem tożsamościowym nie tylko państwa, ale także narodu.


Dlatego ponownie przywołam treść referatu Zbigniewa Makarewicza** sprzed 30 lat, wygłoszonego na konferencji „Niezależne Forum Kultury”, zorganizowanej przez Uniwersytet Warszawski w roku 1989. Tytułem zachęty do lektury cytat z rozdziału „Krótka historia amnezji”:

  • 1 kwietnia 1989 roku uczestniczyłem w konferencji „Niezależne Forum Kultury”, która zgromadziła w Auli Uniwersytetu Warszawskiego ludzi kultury i polityków ówczesnej opozycji. W swoim przemówieniu zaproponowałem, aby nie stosować określeń: „rząd” (PRL) i „opozycja”, ponieważ Rząd jest w Londynie, a w kraju mamy opozycję uzbrojoną (PZPR) i nieuzbrojoną (NSZZ „Solidarność”). Już wtedy okazało się, że takie postawienie sprawy było nie do przyjęcia dla Bronisława Geremka i Tadeusza Mazowieckiego. Niepodległe państwo polskie okazało się „państwem zapomnianym” przez opozycyjne elity szykujące się do udziału we władzach PRL. 
Wielu spośród moich rodaków nie zdaje sobie sprawy z tego, że ciągłości prawnej pomiędzy obecną III Rzeczpospolitą, a II Rzeczpospolitą nie ma. Na ogół sądzi się, że wprowadzona w 1997 roku nowa konstytucja taką ciągłość zapewnia, co jest oczywiście nieporozumieniem ponieważ powołanie się na bliżej nieokreślone najlepsze tradycje polskiej państwowości w preambule Konstytucji III RP o prawnej kontynuacji niczego nie przesądza. Konstytucja z 1997 roku zapewnia prawną kontynuacje PRL. 

Możliwość nawiązania prawnej ciągłości niepodległego państwa istniała, ponieważ Polska posiadała swoje prawowite władze na wychodźstwie reprezentowane przez prezydenta RP i powołany przez niego rząd. Sprawa przedłużenia ciągłości prawnej niepodległego państwa polskiego raz po raz wraca do opinii publicznej, ale wraca coraz słabiej. […] *



Całość wystąpienia zamieszczona została w wydanej pro bono przez BĄK+Ordynacja publikacji „Odzyskać Polskę”. Warto ją przeczytać z uwagą — i to niekoniecznie dlatego, że na okładce jest orzeł w koronie z krzyżem. Zapraszam do lektury:




UWAGA: 

[©] Licencja: Kopia przeznaczona jest wyłącznie do własnego użytku osobistego w granicach udzielonej licencji. Wszelkie prawa są zastrzeżone chyba, że właściciel praw autorskich udzielił wyraźniej licencji. Z wyjątkiem sytuacji dopuszczalnych przez prawo lub uzyskania zgody uprawnionego z tytułu praw autorskich jakiekolwiek powielanie, montaż, wyświetlanie, wypożyczanie, publiczne pokazy czy inne rozpowszechnianie zawartości tej kopii lub jej fragmentów czy części jest bezwzględnie zabronione. Niniejsza kopia nie może być przedmiotem odsprzedaży czy dystrybucji i sprzedaży handlowej bez uzyskania odpowiedniej licencji udzielonej przez BAK+ Ordynacja.



--
Odzyskać Polskę, Zbigniew Makarewicz / BĄK+ORDYNACJA, ordynacja.org

** prof. Zbigniew Makarewicz — nota biograficzna culture.pl

Ilustracja: 
• okładka publikacji „Odzyskać Polskę” © Wojciech Bąk / BĄK+ORDYNACJA (wizerunek godła państwowego z dekretu Prezydenta RP z dnia 11 listopada 1956 r. o zmianie rozporządzenia Prezydenta RP z dnia 13 grudnia 1927 r. o godłach i barwach państwowych oraz o znakach, chorągwiach i pieczęciach, przez dodanie Krzyża w Koronie.

[P] 01.08.2019











Godło kłamstwa założycielskiego PRL




Manifest PKWN

22 lipca 1944 r.




nowe godło, 22 lipca, Manifest Lipcowy, PKWN, Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, komunistyczna agentura, kłamstwo założycielskie, mord założycielski, Krajowa Rada Narodowa, orzeł bez korony, kurica, orzeł kościuszkowski



Na podstawie fikcyjnego dekretu niekonstytucyjnej — niewybranej przez naród — tzw. Krajowej Rady Narodowej, założonej przez członków komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej, utworzono samozwańczy Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. Obwieszczenie dekretu, opublikowanego na tzw. „ozdobnym” plakacie Manifestu, datowane było na 21 lipca 1944 r., a miejscem jego ogłoszenia wskazana Warszawa. Jednak zgodnie z faktami instalacja PKWN nastąpiła 21 lipca w Moskwie bez uprzedniego powiadomienia przebywających w Warszawie członków KRN.


„Oficjalna” informacja podana została 22 lipca przez polskojęzyczną rozgłośnię Radia Moskwa i wskazywała Chełm za miejsce powołania PKWN. Rozplakatowanie wydrukowanego w Moskwie „Manifestu PKWN” dokonane zostało w Chełmie dopiero 23 lipca. Tam też opublikowano w pierwszym numerze gazety „Rzeczpospolita” — oficjalnym organie PKWN — treść dekretu. Dekret KRN nabył „moc ustawową” na podstawie Ustawy o tymczasowym wydawaniu dekretów z mocą ustawy, opublikowanej w zawłaszczonym przez komunistów Dzienniku Ustaw nr 1 z dn. 15 sierpnia 1944 roku. Sfałszowane regulacje prawne stały sie podstawą legitymizującą komunistyczną władzę PRL.

Można zatem przyjąć, że w wyniku niezgodnych z prawem decyzji nie tylko PRL, ale także obecne państwo nie posiada tak naprawdę ciągłości prawnej z II RP. Konstytucja z roku 1997 była bowiem jedynie zmianą konstytucji z roku 1952. Komunistyczna agentura instalując „nowy” rząd w 1944 roku odrzuciła bowiem Konstytucję kwietniową z roku 1935 — jako „faszystowską” — przyjmując za obowiązującą Konstytucję marcową z roku 1921. Niestety samozwańcza instalacja komunistycznej KRN złamała podstawową zasadę Konstytucji marcowej (Art. 1) o zwierzchniej roli Narodu nad wszelkimi organami, wybieranymi w drodze demokratycznych wyborów, a nie w wyniku czyjejkolwiek uzurpacji. KRN nie miała zatem żadnego mandatu demokratycznego. Nie bez znaczenia było także naruszenie przez dekrety PKWN konstytucyjnych praw obywatelskich — w szczególności prawa własności. 

Wizerunek orła, widniejący na „ozdobym” wydaniu „Manifestu”, bazował na wzorze orła przyjętym dla jednostek 1 Polskiej Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki, utworzonych w 1943 roku w ZSRR. Jego ideowo „piastowska” stylizacja przygotowana została przez Janinę Broniewską, na osobiste zlecenie Wandy Wasilewskiej — przewodniczącej moskiewskiego Związku Patriotów Polskich. Podstawą opracowania było przedstawienie orła z sarkofagu Władysława Hermana, znajdującego się w katedrze płockiej.




Propaganda tworzona przez ocalałych ze stalinowskiej czystki (1934-39) polskich komunistów głosiła odbudowę powojennej Polski jako państwa tworzonego przez lud, a w szczególności chłopa, robotnika oraz inteligenta pracującego. Tworzone wojsko Polski Ludowej wymagało zatem znaku, który zrywałby z przedwojenną „pańską Polską”. Ze wspomnień Jerzego Putramenta wynika, że organizatorzy polskiego wojska w Rosji Sowieckiej stworzyli własną mitologię, ustalając „powrót” do orła piastowskiego. Ich zdaniem Polska Piastów walczyła z odwiecznie wrogim Giermańcem, dlatego orzeł piastowski miał głowę zwróconą na zachód a skrzydła miał pokojowo opuszczone w dół. Natomiast orła Jagiellonów zawsze świerzbiły pióra w imperialnych zakusach, stąd skrzydła miał bojowo uniesione, a głowę skierowaną miał na wschód (sic!). Najwyraźniej w imię propagandy tak właśnie odczytywano kurtuazyjny zwrot orła w niektórych przedstawieniach czteropolowego herbu Rzeczypospolitej Jagiellonów. Odrzucając zatem reakcyjną „jagiellońskość” postawiono na Polskę „bolesławowską” — Bolesława Chrobrego, Śmiałego i Krzywoustego — których to testament podejmował PKWN.

Niestety orzeł z płaskorzeźby na płockim grobowcu nie miał średniowiecznej proweniencji, lecz był wyłącznie swobodną wizją XIX wiecznego projektanta sarkofagu Zygmunta Vogla. Nie przeszkadzało to jednak komunistom przyjąć wzoru orła za stricte piastowski. Jeśli nie wynikało to z własnej ignorancji to ewidentnie obliczone było na niewiedzę odbiorców przekazu propagandowego.


--

Ilustracje:

• Winieta Manifestu PKWN © Biblioteka Narodowa

• orzełek kościuszkowski © IPN

• orzeł z grobowca Władysława Hermana w Płocku — Wikipedia


[P] 22.07.2019













Dwa nagie miecze, Brandenburg i… herb kanibali




Bitwa pod Grunwaldem

15 lipca 1410 r.




dwa nagie miecze, bitwa pod Grunwaldem, Władysław Jagiełło, Królewstwo Polskie, Wielki Mistrz Ulrich von Jungingen, Zakon Krzyżacki , film Krzyżacy, Ford , 1960



Prawie niezauważona przez media minęła kolejna rocznica bitwy pod Grunwaldem. Zwykle tak bywa, gdy data nie jest znacząco „okrągła”. Z ogólnospołecznej pamięci zniknęła już na dobre świadomość, że w historycznych czasach dzień 15 lipca był świętem o randze państwowej. W 1411 roku, na pamiątkę zwycięstwa pod Grunwaldem, przypadające na ten dzień liturgiczne święto Rozesłania Apostołów — De Divisione Apostolorum — ustanowiono także świętem narodowym:

  • Król Władysław i wszystkie stany duchowne i świeckie zgodnym postanowieniem i decyzją zatwierdziły obowiązującą powszechnie uchwałą, by dzień Rozesłania Apostołów był obchodzony uroczyście jako święto w całym Królestwie Polskim i by ojcowie uczyli swoich synow, wnuków i prawnuków oraz następców, żeby po wieczne czasy zachowali w pamięci ten dzień, w którym łaska Boża okazała swe miłosierdzie wobec narodu i ludu polskiego, by wszystkie kościoły w całym królestwie Polskim tak miejskie, jak wiejskie czciły ze swym ludem szczególnie uroczystymi mszami i procesjami dzień tak wielkiego tryumfu i by składały Bogu ogromne dzięki za dobrodziejstwo udzielone narodowi polskiemu.1

Pomimo zniesienia z liturgii kościelnej przez sobór Trydencki (1545), święto było nadal obchodzone w Kościele polskim przez kolejne 400 lat aż do czasów zaborów. Pielęgnowanie pamięci o zwycięskiej bitwie było wpisane w tradycję patriotyczną wielu pokoleń. Jej zwieńczeniem stało się postawienie w 1910 roku w Krakowie pomnika grunwaldzkiego — do którego rzeźby odlewano w wielkiej tajemnicy poza granicami zaborów — dla uczczenia 500 lecia bitwy pod Grunwaldem. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku nie przywrócono już 15 lipca jako święta państwowego. Kolejne wielkie zwycięstwo z roku 1920 — tym razem nad bolszewikami — przyniosło nową datę świętowania chwały polskiego oręża — 15 sierpnia. Pocieszające jest, że w roku przyszłym będą miały miejsce dwie „okrągłe” rocznice — 610-lecie Grunwaldu i 100-lecie Bitwy Warszawskiej.


projekt pomnika grunwaldzkiego, Stanisław Noakowski, Pomnik Grunwaldzki 1910, Kraków, Muzeum narodowe w Warszawie



Co z wydarzenia sprzed ponad 600 lat — noszącego miano „największej bitwy średniowiecznej Europy” — warto przypomnieć dzisiaj? Pozwolę sobie sięgnąć po owe słynne „dwa nagie miecze”, które wręczone zostały przed bitwą polskiemu królowi przez posłów Zakonu Krzyżackiego:

  • Najjaśniejszy królu! Wielki mistrz pruski Ulryk posyła tobie i twojemu bratu przez nas tu obecnych posłów dwa miecze, byś się starł z nim i jego wojskiem bez ociągania się i odważniej, niż się tym chwalisz, żebyś się dłużej nie chował w lasach i gajach zwodząc go i byś nie odsuwał walki na potem.2

Scena wyzwania rzuconego polskiemu władcy jest powszechnie znana — przynajmniej pokoleniu wychowanemu w PRL na filmie „Krzyżacy” — a dwa nagie miecze stały się symbolem germańskiej buty. Choć słowa zakonnego poselstwa mieściły się w „kulturze” epoki to bez wątpienia były prowokacją. Wbrew pozorom ich celem nie było jednak urażenie rycerskiego honoru. Pod niezawoalowaną sugestią tchórzostwa kryło się coś więcej. 


Symbol dwóch mieczy nie pochodzi bowiem ze sfery militarnej. To symbol stricte religijny, gdyż jego źródłem jest treść Ewangelii św. Łukasza. W dzień przed męką, po spożyciu paschy (ostatniej wieczerzy), tuż przed wyjściem na modlitwę w Ogrodzie Oliwnym, Jezus przekazał swoim uczniom ostatnie wskazówki:

  • I rzekł do nich: «Czy brak wam było czego, kiedy was posyłałem bez trzosa, bez torby i bez sandałów?» Oni odpowiedzieli: «Niczego». «Lecz teraz — mówił dalej — kto ma trzos, niech go weźmie; tak samo torbę; a kto nie ma, niech sprzeda swój płaszcz i kupi miecz! Albowiem powiadam wam: to, co jest napisane, musi się spełnić na Mnie: „Zaliczony został do złoczyńców”. To bowiem, co się do Mnie odnosi, dochodzi kresu». Oni rzekli: «Panie, tu są dwa miecze». Odpowiedział im: «Wystarczy».3

Należy podkreślić, że treści religijne z Ewangelii były obecne w życiu codziennym tego okresu, nie tylko stanu duchownego, ale powszechnie — także stanu rycerskiego. I choć w polityce nie zawsze służyły celom ściśle ewangelicznym to często stanowiły dodatkowy oręż aksjologiczny — szczególnie w dyplomacji. Na czym zatem polegała przewrotność krzyżackiego dictum? Otóż przekazanie przeciwnikowi dwóch mieczy na oczach chrześcijańskiego wojska — a pamiętajmy, że większość wojsk zakonnych zgromadzonych pod Grunwaldem stanowili rycerze zagraniczni, którzy przybyli tam w ramach „krucjaty” — miało świadczyć o tym, że to polski król nie jest godzien miana chrześcijańskiego władcy, gdyż jako agresor napada na chrześcijańskie Państwo Zakonne, zmuszając je do wojny obronnej. Miecze z przekazu ewangelicznego rozumiane były bowiem wyłącznie jako narzędzie obrony.



Dla zrozumienia znaczenia tego faktu ważny jest kontekst 200 letnich działań państwa zakonnego wobec tego regionu Europy, a w szczególności Księstwa Litewskiego i Królestwa Polski. Od momentu uniezależnienia się zakonu od lokalnego biskupa chełmińskiego i uzyskania dla siebie wsparcia papieża dla prowadzenia krucjaty wobec plemion pogańskich, jego celem stało się opanowanie jak największego terytorium w tej części Europy. Po podbiciu Prus kolej przyszła na pogańską Żmudź i Litwę. „Pogaństwo” zresztą nie oznaczało wyłącznie niechrześcijan, ale dotyczyło także wyznawców obrządku wschodniego, uznawanych w krzyżackiej propagandzie przynajmniej za „schizmatyków” jeśli nie wręcz za „saracenów”. Docelowo państwo zakonne miało bowiem zamiar podbić także republiki prawosławnej Rusi — Pskowa i Nowogrodu. 


Zawiązana w 1385 roku w Krewie unia polsko-litewska oraz późniejszy powtórny chrzest Władysława Jagiełły (Jagiełło był ochrzczony w obrządku wschodnim po urodzeniu) i chrzest Litwy oraz jego małżeństwo z Jadwigą królem Królestwa Polskiego, pokrzyżowały plany państwa zakonnego. Dotychczasowa polityka aneksji kolejnych terenów, dokonywana w ramach krucjat pod hasłem walki z poganami, napotkała problem natury formalnej. Od tego momentu działania Zakonu dotyczyły już księstwa związanego personalną unią z chrześcijańskim królestwem, władanym przez chrześcijańskiego króla wyznania rzymskiego. Jedynym sposobem na kontynuację dotychczasowej polityki zakonu stało się właściwe jej uzasadnienie. 


Propaganda państwa zakonnego starała się zatem odpowiednio „przyprawić gębę” polskiemu władcy. W tym względzie dyplomacja krzyżacka działała po mistrzowsku. Wielość listów czy też manifestów rozsyłanych do kurii papieskiej, po dworach królewskich i książęcych, a nawet do miast Rzeszy, przynosiła efekty. W krzyżackiej narracji działania polskiego króla stanowiły nie tylko zagrożenie dla istnienia państwa zakonnego, ale całego demokratycznego — (tfu!) przepraszam — chrześcijańskiego ładu w Europie. Dla zamknięcia ust wszelkim ewentualnym przeciwnikom sięgano po ówczesne argumentum ad Hitlerum — polski król Jagiełło to obrońca pogan. Na taką retorykę nie pozostali obojętni rycerze dworów zachodnioeuropejskich, którzy tłumnie uczestniczyli nie tylko we wcześniejszych krucjatowych rejzach na północnych pogan, ale w roku 1410 postanowili także uczestniczyć w Sądzie Bożym nad polskim królestwem.


I właśnie to było rzeczywistym celem poselstwa wysłanego przez Wielkiego Mistrza. Symboliczne dwa miecze miały godzić w „dobre imię” króla jako chrześcijańskiego władcy. Co stało się dalej wiemy: Sąd Boży odbył się — tyle, że nad Zakonem Krzyżackim, a prawie całe jego zwierzchnictwo obecne na polu bitwy zostało wycięte w pień. Wiemy także, że pomimo publicznej zniewagi zwycięski Jagiełło podjął decyzję nie tylko o oszczędzeniu pozostałych przy życiu jeńców, ale także o ich uwolnieniu — i to wyłącznie na proste słowo rycerskie — przed uprzednim opłaceniem należnego okupu. Tylko kilku najważniejszych jeńców zostało osadzonych w ściśle pilnowanych zamkach. Pozostali jeńcy zagraniczni zostali nie tylko zwolnieni do domu, ale nawet odpowiednio opatrzeni na drogę. Zaiste królewska decyzja. 


Wspaniałomyślność Jagiełły rozeszła się szerokim echem, skutkiem czego kolejne miasta państwa zakonnego poddawały się bez walki. Poza jednym — Malborkiem. Gdyby nie strategiczna decyzja komtura Świecia Heinricha von Plauen zgromadzenia na zamku pozostałych sił zakonnych celem jego obrony, być może państwo zakonne zniknęłoby już w 1410 roku. W efekcie 
wspaniałomyślności polskiego króla oraz „politycznej poprawności” kolejnych władców, pozostawiony został przy życiu nowotwór, który przez kolejne 300 lat na tyle złośliwie zmutował, że w efekcie stał się przyczyną śmierci I Rzeczypospolitej.


Jak się okazało nie wszyscy z pokonanych jeńców zrozumieli „opatrznościowy” wyrok oraz daną im drugą szansę. Należał do nich m.in komtur pokarmiński Markward von Salzbach. Komtur znany był z wieloletnich działań politycznych, mających na celu skłócenie i napuszczenie na siebie książąt litewskich — w tym też knowań z Witoldem obliczonych na wykorzystanie go przeciw Polsce. Jego postawa, niepomna na uczynioną wcześniej osobistą obrazę księcia litewskiego, skończyła się — po wydaniu go Witoldowi — ścięciem. 


I tu historyczna ciekawostka — komtura von Salzbach pojmał nie kto inny jak ojciec kronikarza Jana Długosza — Jan z Niedzielska herbu Wieniawa, walczący w bitwie w chorągwi wieluńskiej. To właśnie on przyprowadził przed Jagiełłę swoich jeńców, których król po rozpoznaniu tożsamości przekazał księciu Witoldowi. Stratę przewidzianego prawem okupu król wynagrodził Janowi z Niedzielska wydatnie nadaniem starostwa brzeźnickiego. Wraz z jeńcami Jan z Niedzielska przekazał królowi także zdobyczną chorągiew komturii brandenburskiej, opisaną pośród pozostałych chorągwi zdobycznych w późniejszym dziele jego syna — Banderia Prutenorum.


Choragiew Brandenburga, Jan Długosz, Banderia Prutenorum, Alfred Znamierowski, herb powiatu słubickiego, flaga z czerwonym orłem brandenburskim, skandal z niemieckim orłem na polskim herbie, Robert Fidura, manipulacja, orły były czerwone



A teraz współczesna ciekawostka z kategorii „dziwolągi heraldyczne”. W grudniu 2017 roku Rada Powiatu Słubickiego ustanowiła nowe sy
mbole powiatu, którego godłem został… czerwony orzeł brandenburski:
  • Herbem Powiatu Słubickiego jest w polu srebrnym (białym) czerwony orzeł brandenburski nad błękitnym pasem falistym, reprezentujący rzekę Odrę. Wzór, proporcje oraz opis herbu Powiatu Słubickiego określa załącznik nr 1 do niniejszej uchwały.4

Wobec fali oburzenia, która przetoczyła się przez lokalne media (niestety tylko lokalne) autor projektu wystosował oświadczenie, w którego zakończeniu napisał:

  • […] I jeszcze jedno. W herbie udało mi się symbolicznie utrwalić fakt pokonania wojsk brandenburskich pod Grunwaldem w 1410 roku. Bowiem kształt orła brandenburskiego w herbie powiatu słubickiego nawiązuje do kształtu tego orła z chorągwi brandenburskiej, zdobytej przez nasze wojska w tej bitwie.5


herb owiatu słubickiego, czerwony orzeł brandenburski w herbie polskiego powiatu, skandal z czerwonym orłem, Alfred Znamierowski orzeł brandenburski, Robert Fidura czerwone orły były zawsze




Tytułem krótkiego komentarza (poważniejszy przy innej okazji) powiem tylko, że w pełni zrozumiale jest oburzenie lokalnej społeczności, gdy na jej znaki tożsamościowe kładziony jest symbol historycznego najeźdźcy. Samo zaś uzasadnienie o „udanym utrwaleniu pokonania wojsk brandenburskich” (których zresztą pod Grunwaldem wcale nie było) można uznać natomiast za kuriozum rodem z historii ludów niecywilizowanych, gdy to w dowód uznania dla pokonanego przeciwnika kanibale zjadali ich serca lub mózgi.


Gloria Victis?



--

Jan Długosz, Kroniki Królestwa Polskiego, Księga XI

2 Jan Długosz, Kroniki Królestwa Polskiego, Księga X

3 Łk 22, 35-38 © Biblia Jerozolimska

Uchwała Nr XLVI/222/17 Rady Powiatu Słubickiego z dnia 28 grudnia 2017 r.

5 A. Znamierowski, Dlaczego orzeł brandenburski? — Oświadczenie, 05.01.2018 — powiatslubicki.pl


Ilustracje:

• Poselstwo Wielkiego Mistrza — kadr z filmu „Krzyżacy” © TVP

• projekt pomnika grunwaldzkiego, Stanisław Noakowski © Muzeum Narodowe w Warszawie

• Chorągiew komendy Brandenburg, Vexilla seu banderia Regni Poloniae et Magni Ducatus Lithuaniae © Biblioteka Jagiellońska

• herb powiatu słubickiego — Starostwo Powiatowe w Słubicach / Alfred Znamierowski


[P] 17.07.2019