AKTUALNOŚCI 2024 (2)

Spis treści

Godło mordu założycielskiego 1944

Manifest PKWNLublin22 lipca 1944 r.

Nigdy dość powtarzania, iż w dniu 22 lipca 1944 roku z sowieckiego nadania — pod znakiem «kuricy» — zainstalowano w Polsce agenturalną władzę komunistyczną, której celem było  narzucenie narodowi zbrodniczego systemu totalitarnego (o kłamstwie założycielskim PRL pisałem w 2013 roku — patrz: Godło kłamstwa założycielskiego PRL).

Nigdy dość, gdyż kolejni „starsi panowie” o na wskroś czerwonym rodowodzie — uznając najwyraźniej, iż siwizna wystarczająco ich wybiela — brylują w mediach, licząc na „społeczną amnezję” oraz naiwność młodego pokolenia. W głowach sporej części społeczeństwa tkwi wbity mit „bezkrwawego” i „bezinteresownego” przeprowadzenia Polski z komunizmu do świata zachodniego przez „ludzi honoru”. 

Polityczno-biznesowe „zblatowanie” skutecznie zatarło w pamięci prawdziwe oblicze reżimu ze służbami mordującymi na zlecenie. Nawet pseudo-spadkobiercy PSL wyparli z politycznej świadomości, że to właśnie środowisko włościańskie było po ziemiaństwie kolejną ofiarą sowieckiej agentury, a komunistyczna bezpieka bezlitośnie mordowała przedstawicieli chłopskiej partii. Pranie mózgów przez media stworzone rękoma i pieniędzmi ludzi związanych z komunistycznym reżimem sprawiło, że jego beneficjenci posłują z mandatu wyborczego do PE, a inni opijają „kieliszkiem schłodzonego wina” sytą emeryturę. 

Manifest PKWN 1944 © Biblioteka Narodowa

W 1944 roku Moskwa wraz z zainstalowaną agenturą przeprowadziła polityczną i zbrojną akcję przejęcia władzy w Polsce. Niestety plan likwidacji legalnego rządu państwa polskiego zaakceptował ówczesny „świat demokratyczny”. Na plakacie z treścią Manifestu PKWN widniała wstęga w biało-czerwonych barwach i orłem bez korony. 

Biel i czerwień symbolizować miała „polskość” nowej władzy, a „piastowski” niekoronowany orzeł obwieszczać jej „demokratyczność”. Jednak ani ów „orzeł” nie był historycznie piastowski, a polityczny manifest polski, ani też instalowana władza demokratyczną. Sfałszowane regulacje prawne, wsparte propagandowym kłamstwem, stały się podstawą legitymizującą agenturalną władzę. 

Na podstawie fikcyjnego dekretu niekonstytucyjnej — czyli niewybranej przez Naród — tzw. Krajowej Rady Narodowej i w oparciu o bagnety Armii Czerwonej utworzono samozwańczy Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. Bez mandatu demokratycznego odrzucono Konstytucję Rzeczypospolitej, określając ją jako „faszystowską”, uznając za jedynie obowiązującą Konstytucję marcową, łamiąc jednocześnie jej zapisy o zwierzchniej roli Narodu. 

Legalne władze państwa uznano za „samozwańcze”, a administrację krajową określono „reakcyjną agenturą”. Dokonano zamachu na prawa obywatelskie — w tym prawo własności — a część obywateli RP uznano za „faszystów”, „zdrajców narodu”, „warchołów” i „wrogów demokracji”. Kłamstwo założycielskie rozpowszechniła przejęty przez komunistów dziennik «Rzeczpospolita» — ówczesny centralny organ prasowy PKWN — w której tekst dekretu pojawił się w jej pierwszym numerze z 23 lipca.

Manifest PKWN — Rzeczpospolita 23.07.1944 © Biblioteka Cyfrowa UMCS

Od lipcowego zamachu na Polską demokrację mija 80 lat. Kolejne pokolenia Polaków zmuszone są ponosić jego konsekwencje, gdyż beneficjenci „transformacji” skutecznie utrwalili tezę o braku możliwości systemowego rozliczenia państwa komunistycznego. Przypomina to zrzucanie przez państwo niemieckie odpowiedzialność za skutki II wojny światowej na «nazistów». 

Taki jest właśnie prawdziwy gorzki smak historii mordu założycielskiego z roku 1944, owiniętego papierkiem z logo «22 LIPCA d. E. Wedel».

POST SCRIPTUM

Mijają 2 lata od publikacji w Przeglądzie prawniczym Allerhanda opracowania autorstwa Marcina Zborskiego, wykazującego „rażące naruszenia praworządności w toku tworzenia prawa przez władzę komunistyczną począwszy od połowy 1944 roku oraz fałszerstwo legislacyjne”.

Przeprowadzona wnikliwa analiza dokumentów prowadzi do wniosku, iż „teza o braku jakiejkolwiek podstawy prawnej do zaistnienia i funkcjonowania PKWN jest niepodważalna”. Najwyraźniej publikacja ta nie przebiła się do świadomości politycznej czynników zainteresowanych w realnym przywróceniu ciągłości prawnej z II RP.

Najwyraźniej trzeba poczekać na nowe rozdanie polityczne. A że ono nastąpi — i to wcześniej niż się wielu wydaje — tego jestem pewien.

--Ilustracja  tytułowa na podstawie skanu plakatu Manifestu PKWN z zasobów Biblioteki Narodowej oraz zdjęcia orła Wojskowego PSZ w ZSRR z aukcji DESA / onebid.pl
Tagi: Manifest PKWN; komunizm; agentura; sowietyzacja Polski; mord założycielski; zdrada

[P] 22.07.2024

Ho(ł)dowanie prusackiej żmii

Hołd pruskiLublin19 lipca 1569 r.

19 lipca 1569 roku — dwa tygodnie po zatwierdzeniu przez króla Zygmunta II Augusta Unii z Wielkim Księstwem Litewskim — nowy władca Prus Książęcych, obecny także w Lublinie, złożył władcy Królestwa Polskiego hołd lenny. Książę Albrecht Fryderyk otrzymał 𝗽𝗿𝗼𝗽𝗼𝗿𝘇𝗲𝗰 𝗹𝗲𝗻𝗻𝘆 z wizerunkiem orła Prus Książęcych, podobnie jak jego poprzednik — książę Albrecht Hohenzollern — podczas hołdu złożonego w Krakowie Zygmuntowi I Staremu w roku 1525:

Wtenczas książę otrzymał od marszałka wielkiego koronnego proporzec lenny Prus. Proporzec był z białego adamaszku z dwoma ogonami, na podobieństwo flagi rycerskiej, zdobny damaszkowaniem z kwiatów, złotych kręgów z owocami granatu, a na nim położony czarny orzeł Prus, który miał na piersi monogram SA. Jak tylko książę uchwycił proporzec, uczynili to także posłowie, chwytając za narożnik górny, oraz elektorzy za dolny.

Poza weksylium książę Albrecht Fryderyk otrzymał także drogocenny dar:

Następnie książę wszedł po stopniach przed tron królewski, uklęknął tuż przed królem, który miał na kolanach położoną Ewangelię, i odczytał przysięgę lenną. Po tym król uderzył go królewskim mieczem, pasując na rycerza, i własną ręką zawiesił mu złoty łańcuch 400 dukatowy.

Bitwa pod Grunwaldem Kronika Prus, Heinrich Reden XVI w. © Staatsbibliothek zu Berlin

„Polityczna poprawność” XV wiecznej Europy nie pozwoliła zwycięzcom spod Grunwaldu zlikwidować mieczem tworu państwowego, wyrosłego na ziemiach pruskich. Królewska wspaniałomyślność — lub polityczna krótkowzroczność — Zygmunta Augusta, który zgodził się na włączenie brandenburskiej linii Hohenzollernów do dziedziczenia lenna pruskiego, sprawiła, że Prusy Książęce zmutowane w „prusacki” nowotwór, przyczyniły się do zniszczenia Rzeczypospolitej. 

200 lat po obdarowaniu księcia Albrechta Fryderyka przez polskiego króla złotym podarunkiem, król Prus Fryderyk II Wielki odwdzięczy się niszczeniem polskiej gospodarki przez wprowadzanie do obrotu sfałszowanej polskiej monety na masową skalę. W 1772 roku — wespół z cesarzem Austrii oraz imperatorową Rosji — dokona rozbioru Polski i będzie chciał oswajać „polskich irokezów” z cywilizacją europejską. 

Kolejny władca Prus Fryderyk Wilhelm II dokona rabunku polskich regaliów koronnych ze Skarbca Królewskiego na Wawelu. Jego następca Fryderyk Wilhelm III — dla ratowania się przed bankructwem, wyda w 1809 roku rozkaz ich rozbicia i przetopienia na złote monety. Tym samym Polska, jak żaden inny kraj w Europie, została w barbarzyński sposób pozbawiona swoich historycznych insygniów. 

Współczesną wartość 400 dukatowego łańcucha, darowanego księciu Albertowi przez króla Zygmunta Augusta, można wyceniać na ok. 𝟯𝟰.𝟱𝟲𝟬.𝟬𝟬𝟬 złotych. Szacunkowa kwota stanowiłaby czterokrotną wartość najdroższej polskiej monety — 100 dukatów Zygmunta III Wazy — którą sprzedano w 2018 roku za 2.160.000 dolarów.

Zaiste Rzeczpospolita była drogocennym płatem sukna, do którego rozszarpania przyczyniła się wiarołomność pruskiego lennika.

--Źródła:Chronik von Preußen (von den Anfängen bis 1553) Wie das Lant Preusen von denn Astronimus gefundenn ist, Heinrich Rheden XVI w. © Staatsbibliothek zu Berlin - Preußischer KulturbesitzAllgemeine preußische Staats-Geschichte, Karl Friedrich Pauli, 1763 
Ilustracja  na podstawie przedstawienia hołdu pruskiego z Kroniki Prus z roku 1526 z zasobów Staatsbibliothek zu Berlin
Tagi: hołd pruski; Prusy Książęce; reparacje

[P] 19.07.2024

548.000 euro za „dobro niemieckiej kultury”

Typariusz miasta HamburgAuction house Lempertz12 maja 2012 r.

Czy wiedzą Państwo, że tłok czwartej pieczęci miasta Hamburg — pochodzący najprawdopodobniej z tego samego okresu co najstarszy zachowany tłok pieczęci miasta Poznania — wyceniono na kwotę 548.000 euro?

Tłok pieczęci Hamburga z początku XIV wieku, stanowi płaski typariusz z uchwytem o okrągłej matrycy wielkości 89 mm, wykonanej z brązu i jednostronnie pozłacanej. Tłoka używano przez ponad 500 lat (!) — najstarszy dokument miejski poświadczono nim w grudniu 1304 roku, a ostatnie w roku 1811. 

Przez kolejne 134 lata przechowywany był w miejskim archiwum. Ukryty pod koniec II wojny światowej w byłej kopalni soli w Grasleben zaginął, by po 40 latach pojawić się na publicznej aukcji przeprowadzonej w roku 1986. Nabywcy natychmiast zaoferowali miastu Hamburg jego odsprzedaż za kwotę 6.800 marek. 

Jednak władze Hamburga ofertę odrzuciły, gdyż uważały się za jedynego prawowitego właściciela. Co więcej — posiadaczom nabytego na aukcji zabytku wytoczono proces sądowy. Miasto przegrało jednak sprawę we wszystkich instancjach, a same koszty procesowe wyniosły 50.000 marek — dura lex sed lex…

Gotycki typariusz IV pieczęci Hamburga — Oferta aukcyjna 2 maja 2012 r. © Auction house Lempertz

W roku 2012 typariusz został ponownie wystawiony do sprzedaży przez dom aukcyjny Kunsthaus Lempertz. Tym razem jednak kwota wywoławcza wynosiła już… 450.000 euro. Wobec ponownej odmowy jego wykupienia przez władze Hamburga zakup sfinansowały instytucje i firmy prywatne.

Historyczny tłok czwartej pieczęci Hamburga został nabyty przez Fundację Hubertus Wald oraz konsorcjum kupców i firm z Hamburga za kwotę 548.000 euro. Nie dziwi mnie ani wycena, ani też decyzja, gdyż zgodnie z niemieckim prawem historyczny typariusz stanowi „dobro kultury o wartości narodowej” (National wertvolles Kulturgut)

Ta definicja obejmuje dobra, które mają szczególne znaczenie dla dziedzictwa kulturowego Niemiec, gdyż ich ochrona zapewnia kształtowanie niemieckiej tożsamości. Zabezpieczenie przed ich utratą, m.in. poprzez zatrzymanie na terytorium Niemiec, wynika ze szczególnego interesu publicznego.

Konferencja prasowa kanclerza RFN i premiera RP2 lipca 2024 r. © KPRM

Kwota 548.000 euro w przeliczeniu kursowym na dziś wynosi 2.334.480 złotych. Na tyle wyceniony został metalowy krążek z XIV wieku. To tak à propos dyskusji o reparacjach należnych Polsce ze strony Niemiec za straty dóbr kultury. W raporcie przygotowanym przez Instytut Strat Wojennych dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych same straty w dobrach kultury i dziełach sztuki oszacowano na 19.313.000.000 złotych. A jak oszacować „straty” osobowe?

Władze Niemiec odrzucają aktualnie jakiekolwiek roszczenia, uznając za zamkniętą kwestię reparacji za II wojnę światową. Jednocześnie podczas lipcowych polsko-niemieckich konsultacji międzyrządowych kanclerz Olaf Scholz zaoferował jednorazową wypłatę 200.000.000 euro dla „żyjących ofiar narodowego socjalizmu”. W przeliczeniu „na głowę” ocalałych wynosi to obecnie ok. 22.300 złotych. 

Tyle dla państwa dbającego o ochronę dóbr własnej kultury oraz niemiecką tożsamość narodową warte jest życie człowieka z polskim obywatelstwem z lat 1939-1945.

POST SCRIPTUM

Wedle szacunków Raportu o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej ogólna kwota strat Polski wyniosła 6.220.609.000 złotych słownie: 6 bilionów 220 miliardów 609 milionów.

--Źródła:Gothic Matrix of the IV State Seal of Hamburg, made in Hamburg circa 1300 — Auction house Lempertz, Lot 1365, Kolonia 12.05.2012National wertvolles Kulturgut, Die Beauftragte der Bundesregierung für Kultur und Medien 2024Gesetz zum Schutz von Kulturgut — Bundesministeriums der Justiz 2016Raport o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej 1939-1945, MSZ / Instytut Strat Wojennych im. Jana Karskiego 2022
Ilustracja  na podstawie zdjęcia typariusza miasta Hamburg z oferty aukcyjnej Auction house Lempertz
Tagi: pieczęć; Hamburg; dobra kultury; straty wojenne; reparacje

[P] 17.07.2024

Znak świetnego zwycięstwa

Bitwa pod Grunwaldem15 lipca 1410 r.

Przy okazji kolejnej rocznicy świetnego zwycięstwa Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego nad Zakonem Krzyżackim, pozwoliłem sobie tym razem spojrzeć na ów historyczny moment od strony weksylologicznej.

Z opisu bitwy zamieszczonego w Rocznikach Jana Długosza wiadomo, iż w bitwie pod Grunwaldem uczestniczyło po stronie wojsk polsko-litewskich 50 chorągwi. Zakon Krzyżacki wystawił 52 chorągwie, z  których chorągiew komturii w Świeciu pozostała w mieście dla ochrony ziemi pomorskiej.

Po skończonej walce zebrane zostały chorągwie wojsk uczestniczących po stronie Zakonu Krzyżackiego. Umieszczono je w katedrze na Wawelu jako wotum wdzięczności za zwycięstwo. W roku 1411 roku, przypadające w dniu 15 lipca liturgiczne święto Rozesłania Apostołów — De Divisione Apostolorum — ustanowiono świętem narodowym:

Król Władysław i wszystkie stany duchowne i świeckie zgodnym postanowieniem i decyzją zatwierdziły obowiązującą powszechnie uchwałą, by dzień Rozesłania Apostołów był obchodzony uroczyście jako święto w całym Królestwie Polskim i by ojcowie uczyli swoich synów, wnuków i prawnuków oraz następców, żeby po wieczne czasy zachowali w pamięci ten dzień, w którym łaska Boża okazała swe miłosierdzie wobec narodu i ludu polskiego, by wszystkie kościoły w całym królestwie Polskim tak miejskie, jak wiejskie czciły ze swym ludem szczególnie uroczystymi mszami i procesjami dzień tak wielkiego tryumfu i by składały Bogu ogromne dzięki za dobrodziejstwo udzielone narodowi polskiemu. [1]

Pamięć o grunwaldzkiej victorii była wśród naszych przodków sprzed 600 lat tak silna, że nie brali pod uwagę potrzeby wizualnego utrwalenia wizerunku chorągwi swoich własnych wojsk. Trawestując klasyka — jakie chorągwie są każdy widział. Trudno się temu dziwić, gdyż zwycięskie znaki podnoszone były co roku, podczas obchodów rocznicy grunwaldzkiej

Jak naprawdę wyglądały w szczegółach oraz kiedy uległy zniszczeniu — nie wiadomo. Można zaryzykować domniemanie, że przez lata „wyłopotały się” na wietrze. Święto było bowiem obchodzone w Kościele polskim przez kolejne 400 lat aż do czasów zaborów. Dziś musi nam wystarczać ich ogólny opis, zamieszczony w Rocznikach Jana Długosza.

Historiae Polonicae Liber (Kodeks Działyńskiego) 1572 © Biblioteka Narodowa

Stwierdzono naocznie, że wojsko polskie miało w tej walce 50 znaków, które nazywamy chorągwiami, pełnych znakomitych i doświadczonych rycerzy oprócz chorągwi litewskich w liczbie 40.

Pierwsza była chorągiew wielka ziemi krakowskiej, której znakiem był biały orzeł w koronie z rozpiętymi skrzydłami na czerwonym polu. […]

Druga chorągiew, "gończa", miała jako godło dwa żółte krzyże na niebieskim polu. Dowodził nią Andrzej z Brochocic domu Osoria. […]

Trzecia, przyboczna, miała jako znak wywijającego mieczem męża w zbroi, siedzącego na białym koniu na czerwonym polu. […]

Czwarta chorągiew, św. Jerzego, miała jako znak biały krzyż na czerwonym polu. […]

Piąta chorągiew, ziemi poznańskiej, miała za znak białego orła bez korony na czerwonym polu.

Szósta, ziemi sandomierskiej, miała znak, w którym w jednej połowie znajdowały się trzy żółte belki, czyli wręby na czerwonym polu, a w drugiej siedem gwiazd na niebieskim polu.

Siódma, kaliska, miała jako znak głowę tura na szachownicy ozdobioną królewską koroną. Z jego nozdrzy zwisało okrągłe kółko.

Ósma, ziemi sieradzkiej, miała znak, w którego jednej połowie znajdowało się pół białego orła na czerwonym polu, a w drugiej połowie pół ognistego lwa na białym polu.

Dziewiąta, ziemi lubelskiej, miała za znak jelenia z rozłożystymi rogami na czerwonym polu.

Dziesiąta to ziemi łęczyckiej, której znak mieścił połowę czarnego orła i połowę białego lwa z koronami na głowach na żółtym polu.

Jedenasta chorągiew, ziemi kujawskiej, miała znak, na którym w jednej połowie było pół czarnego orła na żółtym polu, a w drugiej połowa białego lwa na czerwonym polu z koronami na głowach.

Dwunasta, ziemi lwowskiej, miała za znak żółtego lwa wchodzącego na skałę na niebieskim polu.

Trzynasta, ziemi wieluńskiej, miała jako znak poprzeczną białą strefę odpowiednio umieszczoną na czerwonym polu. […]

Czternasta to chorągiew ziemi przemyskiej, miała jako znak żółtego orła na niebieskim polu z dwiema głowami odpowiednio nawzajem od siebie odwróconymi.

Piętnasta, ziemi dobrzyńskiej, miała jako znak na żółtym polu twarz starego człowieka widoczną aż do ramion z głową w koronie z rogami, które nadawały jej surowości.

Szesnasta, ziemi chełmskiej, miała za znak białego niedźwiedzia stojącego między dwoma drzewami na czerwonym polu.

Siedemnasta, osiemnasta i dziewiętnasta — ziemi podolskiej. Z powodu liczebności rycerstwa miała ta ziemia trzy chorągwie. Każda z nich miała jako znak tarczę słoneczną na czerwonym polu.

Dwudziesta, ziemi halickiej, miała jako znak czarną kawkę z koroną na głowie na białym polu.

Dwudziesta pierwsza i dwudziesta druga, księcia mazowieckiego Siemowita, miały za godło białego orła bez korony na czerwonym polu.

Dwudziesta trzecia, księcia mazowieckiego Janusza, miała znak, którego pole było podzielone na cztery części; na dwóch miała białego orła, a na dwóch pozostałych, w poprzek do siebie położonych, puchacze na biało-czerwonej szachownicy.

Dwudziesta czwarta, arcybiskupa gnieźnieńskiego Mikołaja Kurowskiego, miała jako godło rzekę z krzyżem na czerwonym polu.

Dwudziesta piąta, biskupa poznańskiego Wojciecha Jastrzębca, miała jako znak podkowę z krzyżem w środku na niebieskim polu. Dowodził nią rycerz Jarand z Brudzewa.

Dwudziesta szósta, kasztelana krakowskiego Krystyna z Ostrowa, miała jako godło niedźwiedzia niosącego ukoronowaną dziewicę na czerwonym polu.

Dwudziesta siódma, wojewody krakowskiego Jana Tarnowskiego, miała za znak księżyc z rogami z gwiazdą pośrodku na niebieskim polu.

Dwudziesta ósma, wojewody poznańskiego Sędziwoja z Ostroroga, miała jako godło zwiniętą i związaną przepaskę z końcami rozpuszczonymi na czerwonym polu.

Dwudziesta dziewiąta, wojewody sandomierskiego Mikołaja z Michałowa, miała jako znak białą różę na czerwonym polu.

Bitwa pod Grunwaldem, Diebold Schilling 1483 — Berneńska Biblioteka Miejska

Trzydziesta, wojewody sieradzkiego Jakuba z Koniecpola, miała jako godło białą podkowę z opuszczoną w dół przednią częścią, opatrzoną krzyżem, na czerwonym polu.

Trzydziesta pierwsza, kasztelana śremskiego Jana, czyli Iwana z Obiechowa, miała za znak głowę żubra, z którego nozdrzy zwisa okrągłe kółko, na czerwono-złotym polu.

Trzydziesta druga to chorągiew wojewody łęczyckiego Jana Ligęzy z Bobrku. Jej znakiem była ośla głowa na czerwonym polu.

Trzydziesta trzecia, kasztelana wojnickiego Andrzeja z Tęczyna, miała za znak jeden topór na czerwonym polu.

Trzydziesta czwarta, marszałka Królestwa Polskiego Zbigniewa z Brzezia, miała w godle ziejącą ogniem głowę lwa na niebieskim polu.

Trzydziesta piąta, podkomorzego krakowskiego Piotra Szafrańca z Pieskowej Skały, miała za znak białego konia przewiązanego w środku derką na czerwonym polu.

Trzydziesta szósta, kasztelana wiślickiego Klemensa z Moskorzewa, miała godło, na którym było półtrzecia niebieskiego krzyża na żółtym polu.

Trzydziesta siódma, kasztelana śremskiego i starosty wielkopolskiego Wincentego z Granowa, miała za znak łukowaty księżyc z gwiazdą pośrodku na niebieskim polu.

Trzydziesta ósma, Dobiesława z Oleśnicy, miała jako znak biały krzyż i w czwartym rogu krzyża podwójny wrąb na kształt podwójnej litery V na czerwonym polu.

Trzydziesta dziewiąta to Spytka z Jarosławia, której znakiem był łukowaty księżyc z gwiazdą pośrodku na lazurowym polu.

Czterdziesta, Marcina ze Sławska, miała za znak w górnej części ciało lwa, a w dolnej cztery głazy.

Czterdziesta pierwsza, Dobrogosta z Szamotuł, miała jako godło półokrągłą, związaną w środku przepaskę na czerwonym polu.

Czterdziesta druga, kasztelana sądeckiego Krystyna z Kozichgłów, miała jako znak podwójną strzałę z krzyżem na czerwonym polu.

Czterdziesta trzecia, Jana Mężyka z Dąbrowy, miała jako godło dwie ryby, zwane pstrągami, jedną na białym polu, drugą na czerwonym.

Czterdziesta czwarta, podkanclerza Królestwa Polskiego Mikołaja, miała za znak trzy trąby na białym polu.

Czterdziesta piąta, Mikołaja Kmity z Wiśnicza, miała jako znak czerwoną rzekę z krzyżem.

Czterdziesta szósta, braci i rycerzy Gryfów, miała jako znak białego gryfa na czerwonym polu. […]

Czterdziesta siódma, rycerza Zakliki Korzekwickiego, miała za znak białą łękawicę w kształcie podwójnej litery V z krzyżem na czerwonym polu.

Czterdziesta ósma była braci i rycerzy koźlerogi noszących jako znak trzy włócznie złożone na krzyż na czerwonym polu. […]

Czterdziesta dziewiąta, pana z Moraw Jana Jenczykowica, miała za znak na czerwonym polu białą, napiętą strzałę na końcach zakrzywioną, którą Polacy nazywają odrowążem. […]

Pięćdziesiąta, podstolego krakowskiego Gniewosza z Dalewic, miało jako znak białą strzałę w środku rozwidloną na prawo i lewo, z krzyżem nad poprzecznym rozwidleniem na czerwonym polu. […]

Pięćdziesiąta pierwsza, księcia litewskiego Zygmunta Korybuta, miała za znak męża w zbroi siedzącego na koniu na czerwonym polu.

Prócz tego było w wojsku litewskim 40 chorągwi wielkiego księcia litewskiego Aleksandra Witolda, pod którymi stawili się jedynie żołnierze litewscy, ruscy, żmudzińscy i tatarscy.  […] Godła zaś tych chorągwi były niemal wszystkie jednakowe. Prawie każda bowiem miała w herbie na czerwonym polu zbrojnego męża siedzącego na białym, niekiedy na czarnym albo rudym lub pstrokatym koniu i potrząsającego ręką z mieczem. Tylko 10 z nich miało inne godło i różniło się od pozostałych 30. Były na nich na czerwonym polu wymalowane znaki, którymi Witold zazwyczaj oznaczał konie, a miał ich całe mnóstwo.  [2]

Pozwoliłem sobie pominąć Długoszowy wykaz znaków Zakonu krzyżackiego i sprzymierzonych z nim wojsk, gdyż — jak widać poniżej — przewrotność losu sprawiła, że to właśnie ich wizerunki przetrwały do dziś, utrwalone w spisanym przez królewskiego kronikarza manuskrypcie Banderia Prutenorum.

Chorągwie Zakonu Krzyżackiego — Banderia Prutenorum 1448 © Biblioteka Narodowa

Trudno powiedzieć, na ile zamieszczone w kodeksie ilustracje Stanisława Durinka dokładnie odtwarzają wizerunki „pruskich chorągwi”, ale należy domniemywać, że iluminator rysował je z natury. Zakładając, iż dochował wierności pozostaje pytanie, czy chorągwie wojsk polskich miały podobną stylistykę.

Jeśli  w obszarze wykonawstwa ówczesnych militarnych weksyliów panowała swego rodzaju „moda” stylizacyjna, to można pokusić się o rekonstrukcję wzorów chorągwi Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego na podstawie opisów Długosza oraz iluminacji Durinka.

Próbą odtworzenia Wielkiej Chorągwi Królestwa Polskiego podjąłem w roku 2016 (patrz: 15 lipca — de Divisione Apostolorum — Aktualności 2016-2). Królewskie weksylium, stanowiące jednocześnie Wielką Chorągiew Ziemi Krakowskiej, mogło — zgodnie z opisem Jana Długosza i stylizacją Stanisława Durinka — przedstawiać się następująco:

Wielka Chorągiew Królestwa Polskiego — odtworzenie © 2016 Aleksander Bąk

POST SCRIPTUM

Przy okołogrunwaldzkiej okazji pozwolę sobie przypomnieć, że w heraldyce samorządowej jest obecny pewien dziwoląg heraldyczny. W grudniu 2017 roku Rada Powiatu Słubickiego ustanowiła nowe symbole powiatu, którego godłem został czerwony orzeł brandenburski. [3]

Wobec fali oburzenia, która przetoczyła się przez lokalne media, autor projektu — Alfred Znamierowski, ówczesny członek Komisji Heraldycznej prowadzący indywidualną działalność gospodarczą pod nazwą Instytut Heraldyczno-Weksylologiczny — wystosował oświadczenie, w którego zakończeniu napisał:

[…] W herbie udało mi się symbolicznie utrwalić fakt pokonania wojsk brandenburskich pod Grunwaldem w 1410 roku. Bowiem kształt orła brandenburskiego w herbie powiatu słubickiego nawiązuje do kształtu tego orła z chorągwi brandenburskiej, zdobytej przez nasze wojska w tej bitwie.

Rzecz jednak w tym, że w bitwie pod Grunwaldem nie uczestniczyły wojska brandenburskie, lecz rycerze krzyżackiej komturii Brandenburg z Prus Dolnych nad Zalewem Wiślanym — obecne Uszakowo w Obwodzie królewieckim, a historyczne Pokarben (Pokarmin / Pokarvia). 

Dlaczego orzeł brandenburski? A. Znamierowski— oficjalna strona Starostwa Powiatowego w Słubicach, Facebook 05.01.2018

--1. Jana Długosza Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, Wydawnictwo Naukowe PWN, 20092. Polska Jana Długosza, red. naukowa H. Samsonowicz,1984 (tłum. J. Mrukówna) — za: staropolska.pl3. Uchwala Nr XLVI/222/17 z dnia 28 grudnia 2017 r. w sprawie ustanowienia sztandaru, herbu, flagi, flagi stolikowej, banneru i pieczęci Powiatu Słubickiego
Ilustracja  na podstawie skanu z manuskryptu Banderia Prutenorum © Biblioteka Jagiellońska
Tagi: Bitwa pod Grunwaldem; Grunwald 1410

[P] 15.07.2024

In God is our Trust…

Zamach na Donalda Trumpa14 lipca 2024 r.
--Ilustracja  na podstawie zdjęcia z zasobów Pixabay / jorono / A. Bąk
Tagi: Zamach; Donald Trump; Stany Zjednoczone Ameryki; USA; United State of America; wybory; kampania wyborcza; Trump 2024

[P] 14.07.2024

Gdzieżeś się podział — Piotrowinie?

Wielka lokacja KrakowaBolesław Wstydliwy5 czerwca 1257 r.

Przy okazji „roboczego” przeglądu przedstawień heraldycznych polskich miast, miewam od czasu do czasu szansę zapoznania się z historycznymi źródłami ich obrazowania. O ile w przypadku wcześniej opisanego Wrocławia był nim oryginalny dyplom herbowy, to Kraków może cieszyć się szczęśliwym zachowaniem średniowiecznego źródła sfragistycznego, w postaci odcisku pieczęci miejskiej z XIV wieku.

Można jednak przyjąć, że historia związana z heraldyczną symboliką grodu nad Wisłą ma swój początek już w XIII wieku. W dniu 5 czerwca 1257 roku, ówczesny książę krakowski i sandomierski Bolesław Wstydliwy, wydał dla Krakowa przywilej posługiwania się prawem magdeburskim. Akt ten — zwany Wielką Lokacją — miał na celu odbudowę miasta po zniszczeniach spowodowanych pierwszym najazdem mongolskim w roku 1241:

«W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego amen. Dokumentami, świadkami, wieścią i dowodem czynu godzi się zabezpieczyć i wzmocnić dzieła zasługujące na życzliwość, aby zaciemnieniem niepamięcią lub przeinaczeniem nie zostały zapomniane. Skoro przeto zrzeszenie ludzi, które jest czymś naturalnym i za takie uchodzi, czyni na ziemi sprawiedliwość, to jest ono korzystne dla wszystkich na równi z samą sprawiedliwością.

Zamierzając przeto lokować miasto w Krakowie i zgromadzić tu ludzi z różnych stron świata, wpajamy w uszy każdemu z osobna, tak współczesnym, jak i przyszłym, że my Bolesław z łaski Boga książę Krakowa i Sandomierza razem z przesławną matką naszą Grzymisławą i szlachetną małżonką naszą Kunegundą, miasto to lokujemy na tym samym prawie, na jakim lokowane zostało miasto Wrocław, jednak aby to co się tam dzieje, było zmienione tak, jak według prawa i wzoru miasta Magdeburga dziać się powinno, a jeśli kiedyś wynikłaby co do tego jakaś wątpliwość, mają odwoływać się do prawa pisanego.[…].»*

Legat testamentowy Sulisławy 1303 — A. Chmiel 1907 | Odrys pieczęci Krakowa z dokumentu z roku1303 — K. Kielisiński 1846

W literaturze przedmiotu nie odnotowano jednak pieczęci miejskiej z czasów Bolesława Wstydliwego. Choć wzmiankowane jest przywieszenie pieczęci do dokumentu z roku 1283 to najstarszy zachowany (dziś zaginiony) odcisk pieczęci miasta pojawił się dopiero przy dokumencie z roku 1303 roku. Był to legat testamentowy mieszczki Sulisławy potwierdzony pieczęcią miejską przez ówczesnego wójta Krakowa.

Odcisk tej pieczęci zachował się na odbitce fototypicznej oraz w odrysie z XIX wieku. Wizerunek napieczętny przedstawia mur bramny z trzema wieżami, który flankują tarcze z wizerunkiem połuorła–połulwa nakryte koroną. Nad wieżą środkową umieszczona jest tarcza z nieukoronowanym orłem. Na wieży prawej stoi św. Wacław, a na wieży lewej św. Stanisław. W bramie muru ma widnieć postać oranta.

To samo obrazowanie, uzupełnione o dwie gwiazdy flankujące postaci świętych, widnieje na późniejszej pieczęci miejskiej. Przegląd dostępnych publikacji wydaje się wskazywać, że symbolika heraldyczna Krakowa została wyjaśniona. Umieszczoną w herbie tarczę z wizerunkiem niekoronowanego orła uznano za odwołanie do księcia lokującego miasto — ten sam wizerunek orła widnieje bowiem na pieczęci Bolesława Wstydliwego. 

Pieczęć miasta Krakowa 1425 © AGAD | Pieczęć Bolesława V Wstydliwego 1278 © AGAD

Dwie tarcze z przedstawieniem tzw. kujawskiej hybrydy stanowić mają symbole heraldyczne łączące miasto z panowaniem księcia Leszka Czarnego. Wątpliwości nie budzą także wizerunki dwóch świętych — św. Wacława oraz św. Stanisława biskupa. Obecność postaci św. Wacława wynikać miała z faktu, iż  pierwsza katedra krakowska — tzw. katedra chrobrowska — była pierwotnie pod jego wezwaniem. 

To historyczne pierwszeństwa patronalne potwierdza umieszczenie jego postaci na pieczęci po stronie prawej, czyli heraldycznie uprzywilejowanej. Przedstawienie św. Stanisława umieszczone na „pośledniejszym” miejscu — po lewej stronie pieczęci — wiązać należy z kanonizacją ogłoszoną w Polsce w roku 1254 oraz chronologicznie późniejszym patronatem nad katedrą na Wawelu.

Na bezpośredni związek św. Stanisława z miastem wskazuje zresztą formuła ekskomunikacyjna, zamieszczona w przywileju lokacyjnym Bolesława Wstydliwego:

Żadnemu zatem w ogóle człowiekowi nie wolno się przeciwstawiać lub z bezczelną zuchwałością ten dokument naszego zezwolenia, nadania i przyrzeczenia złamać. Jeśli zaś ktoś ośmieliłby się go naruszyć, niech wie, że podpadnie pod gniew Boga Wszechmogącego, świętych męczenników Stanisława i Wojciecha, a także i nasz.*

Przywilej lokacyjny Bolesława Wstydliwego, 1346 © Archiwum Narodowe w Krakowie

W interpretacji obrazowania napieczętnego miasta Krakowa — podobnie zresztą jak w przypadku najstarszej znanej pieczęci miejskiej Poznania — pojawiły się w swoim czasie pewne znaki zapytania”. W przypadku krakowskiej pieczęci postawiona została hipoteza, umieszczony na niej niekoronowany orzeł może być symbolem czeskiej władzy nad Krakowem, z okresu objęcia tronu Królestwa Polskiego przez Wacława II.

Hipotezie o „czeskim” śladzie — a może bardziej śladzie symboliki Przemyślidów — w krakowskiej pieczęci towarzyszyła także odmienna od przyjętej uprzednio interpretacja obecnego na niej przedstawienia obiektu architektonicznego. Wedle Henryka Seroki i Marcina Starzyńskiego miał to być nie tyle element fortyfikacji miejskich, czy też brama forteczna, ale wizerunek siedziby ówczesnego wójta Krakowa — Henryka.

Kolejny element obrazowania heraldycznego w postaci dwóch sześciopromiennych gwiazd nie został jednoznacznie wyjaśniony. Wedle Adama Chmiela mógł być to niekoniecznie symbol szczęścia, a po prostu dodatek odróżniający wcześniejszą pieczęć. Podobnie próbowano zinterpretować obecność gwiazd i półksiężyców na pieczęci miasta Poznania — jako ozdobne „wypełniacze” pustej przestrzeni.

Jednak tym, co w obrazowaniu napieczętnym mylnie zdefiniowano — oczywiście w moim czysto subiektywnym przekonaniu — jest postać widoczna w przejeździe bramnym. Wedle H. Seroki i M. Starzyńskiego, a także Z. Piecha ma być to przedstawienie dziedzicznego wójta krakowskiego w postawie adoranta. Pierwotną symbolikę — w tym ów „czeski ślad” — ma odtwarzać XVI-wieczne przedstawienie herbu, zamieszczone w Kodeksie Behema.

Legendarium andegaweńskie XIV w. © Biblioteka Watykańska | Kodeks Behema 1505 © Biblioteka Jagiellońska / Poczet krakowski

Moim skromnym zdaniem jest to odczytanie błędne. Pozwolę sobie postawić tezę, skoro przedstawienie postaci umieszczonej w bramie muru na pieczęci miejskiej Krakowa jest wizualnym elementem dopełniającym symbolikę patronalną i związanym bezpośrednio z postacią św. Stanisława to postać w bramie przedstawia raczej osobę Piotrowina , a nie ówczesnego dysponenta pieczęci miejskiej.

Wizerunek Piotrowina na pieczęci — otulonego śmiertelnym całunem i wyraźnie skierowanego ku stojącemu powyżej biskupowi —  jest charakterystyczny dla religijnej ikonografii św. Stanisława. Dowodzi tego m.in. miniatura zamieszczona w Legendarium Andegaweńskim powstałym w 1350 roku. Można wręcz uznać, że postać Piotrowina w najstarszej pieczęci Krakowa stanowi swoisty „atrybut heraldyczny” św. Stanisława ze Szczepanowa.

Warto przypomnieć, że wedle hagiograficznej legendy — zamieszczonej w Żywocie św. Stanisława Wincentego z Kielczy z XI wiekuśw. Stanisław oskarżony został o bezprawne przejęcie majątku po zmarłym Piotrze Strzemieńczyku z Janiszewa. Oskarżonego biskupa miał wziąć w obronę sam zmarły, którego św. Stanisław miał cudownie wskrzesić z grobu. 

Wizerunek Piotrowina, umieszczonego na pieczęci Krakowa w bramie muru fortecznego, lub też w portalu budynku wójtowskiego, może zatem stanowić odwołanie do religijnej symboliki bramy sprawiedliwości, obecnej w treściach biblijnych:

Otwórzcie mi bramy sprawiedliwości: 

chcę wejść i złożyć dzięki Panu. 

Oto jest brama Pana, 

przez nią wejdą sprawiedliwi. 

Dziękować Ci będę, że mnie wysłuchałeś 

i stałeś się moim zbawieniem.**

Herb i pieczęć Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa — proj. W. Drelicharz, Z. Piech, B. Widłak 2002

We współczesnym herbie miasta Krakowa nie ma już śladu po Piotrowinie. Zastąpił go orzeł — bynajmniej nie symbol czeskich Przemyślidów, ale znak koronowanych władców Królestwa Polskiego — „przegoniony” w XVI wieku do bramy z tarczy nad główną wieżą muru miejskiego. Podobnież zniknęli święci patronowie Krakowa — św. Wacław i św. Stanisław.

Wydaje się jednak, że obrazowanie heraldyczne, obecne na najstarszej pieczęci Krakowa — podobnie jak miasta Poznania — nie doczekało się do dziś właściwego wyjaśnienia. Dominuje bowiem wciąż najprostsza interpretacja ikonograficzna heraldycznej symboliki, bez pogłębionej weryfikacji skrywających się pod nią treści.  Bo — jak nie wszystkim wiadomo — widzi się tyle ile się wie.

--* B. Wyrozumska, Przywileje ustanawiające gminy miejskie wielkiego Krakowa (XIII-XVIII wiek), 2007** Ps 118, 19-21, Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu © Wydawnictwo Pallottinum w Poznaniu, 2003
Źródła:A. Chmiel, Pieczęć wójtowska krakowska z drugiej połowy XIII wieku, 1907H. Seroka, W sprawie początków pieczęci miejskiej Krakowa, 2001H. Seroka, Herby miast małopolskich do końca XVIII w., 2002.B. Śliwiński, Nowa hipoteza o początkach godła Krakowa, 2004M. Starzyński, Uwagi w sprawie genezy najstarszej pieczęci Krakowa z XIII wieku: na marginesie ostatnich badań, 2012P. Okniński, Uwagi do dyskusji nad najstarszą pieczęcią Krakowa z XIII w., 2015Symbole i insygnia Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa: od Średniowiecza po Współczesność — Poczet krakowski, 2021
Ilustracja tytułowa na podstawie zdjęcia odcisku pieczęci miasta Krakowa przy dokumencie z roku 1425 z zasobów Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie
Tagi: Kraków; herb Krakowa; pieczęć; heraldyka; symbolika

[P] 12.07.2024

Genocidum atrox — Wołyń '43

Krwawa NiedzielaWołyń11 lipca 1943 r.

Powtórzę: Krwawa Niedziela jest faktem. Rzeź Wołyńska jest faktem. Faktem jest ludobójstwo Polaków dokonane przez Ukraińców nie tylko na Kresach oraz to, iż większość ofiar do dziś nie doczekała się imiennego pochówku.

I to jest ten w pełni doczesny wymiar ludzkiej gehenny. Tragedii, która dotknęła osobiście obywateli Rzeczypospolitej oraz Ją samą — jako Wspólnotę wielu narodów. Jest jednak jeszcze inny, bardzo ważny wymiar, który sprawia, iż faktem stają się zmiany „po ludzku” niemożliwe. 

Gdy Jezusowi nauczającemu o prawach Królestwa Bożego zadano pytanie — a de facto oczekiwano wydania osądu — co myśli o wymordowaniu przez Piłata jego rodaków w Galilei, usłyszano od Niego słowa, które wywróciły myślenie wedle prawa talionu.

Parafrazując Jego odpowiedź: Czy myślicie, że te 100.000, które wyrżnięto na Kresach, zasłużyło sobie na to bardziej, niż pozostali mieszkańcy Rzeczypospolitej? Nie — mówię wam. Lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie.* Chrystus nie zanegował ani faktu popełnienia zbrodni, ani też nie ukrywał, kto był jej sprawcą. 

Nauczyciel z Nazaretu odwrócił jednak wektor rozliczenia. Jego adresatem stali się ci, którzy oczekiwali stosownego postępowania według Prawa. Co więcej — Jezus podniósł poprzeczkę: «Wiecie, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a swego wroga będziesz nienawidził. A Ja wam mówię: Miłujcie waszych wrogów i módlcie się za tych, którzy was prześladują…».**

Czy jest to w ogóle możliwe? Po ludzku — absolutnie nie. Jednakże dla tych, których człowieczeństwo kształtuje wiara w Boga, «Który Jest Miłosierdziem», wszystko jest możliwe. A wtedy mają miejsce fakty, które uznawane są za cud

Taka postawa wiary może otwierać serca. Może — bo nie ma żadnej pewności, czy to się stanie, ani też kiedy. A jednak to właśnie żywa wiara w Bożą pomoc kształtuje relacje, które pozwolą dopełnić wymogu zadośćuczynienia w wymiarze czysto ludzkim. 

A gdy to się stanie wówczas nikt nie będzie mógł rozgrywać polsko-ukraińskiej historii dla własnych korzyści.

--* Łk 13,1-5** Mt 5,43-45
Ilustracja tytułowa na podstawie grafiki publicystycznej «Wołyń'43» © 2014 Aleksander Bąk
Tagi: 11 lipca; Krwawa Niedziela; Rzeź Wołyńska; Kresy; genocidum atrox; ludobójstwo

[P] 11.07.2024

Herb Wrocławia z habsburskiego nadania

Nadanie herbu i pieczęci WrocławiaKról Ferdynand I Habsburg12 lutego 1530 r.

10 lipca 1530 roku cesarz Karol V Habsburg potwierdził nadanie herbu miastu Wrocław, dokonane wcześniej przez jego brata — króla Czech Ferdynanda I Habsburga. Barwny wizerunek herbu — de facto pierwszego w historii Wrocławia — zachował się na królewskim dyplomie, wystawionym w dniu 12 marca 1530 roku.

Zamieszczone w nim przedstawienie ukazuje wizerunek głowy św. Jana Chrzciciela na misie, położonej na skwadrowanej tarczy o polach na przemian barwy czerwonej i złotej. W polu pierwszym umieszczono czeskiego lwa, w drugim śląskiego orła, w trzecim literę «W», a w polu czwartym popiersie… osoby heraldycznej, osadzone na odwróconej koronie.

Dlaczego tak osobatywowo opisuję heraldyczne przedstawienie postaci widniejącej na barwnej miniaturze z 1530 roku? Bynajmniej nie w ramach genderowej nowomowy. Otóż choć wydawałoby się, że wszystko w dyplomie kancelarii królewskiej winno być lege artis, to okazuje się, że zawierał on ewidentne sprzeczności.

Herb Wrocławia 1530 © Archiwum Państwowe we Wrocławiu

Wedle dokumentu w polu trzecim, umieszczonym po lewej stronie herbu, widnieć miał św. Jan Chrzciciel, który „przez wiele lat był otaczany w mieście wielką czcią”. Jednak kolejność godeł wymieniona została raczej zgodnie z ruchem wskazówek zegara, niż z zasadą heraldyki — jako pole trzecie określono bowiem pole czwarte.

Kolejną odsłoną heraldycznej komedii omyłek jest samo obrazowanie godła w „polu trzecim”. Formalnie wiązane z postacią św. Jana Chrzciciela zdecydowanie odbiega od kanonu jego heraldycznej stylizacji. Zamiast atrybutu w postaci misy głowę okala nimb, a sam portret ma długie włosy o kręconych lokach oraz kobiece rysy twarzy.

Tradycja głosi, iż pierwotna treść  dokumentu królewskiego zawierała wpis o umieszczonym w polu trzecim wizerunku św. Doroty, zamiast św. Jana Ewangelisty. Na przeprowadzenie mniej lub bardziej oficjalnej operacji usunięcia zapisu, uznanego przez rajców miejskich za błędny, wyasygnowano kwotę 1300 florenów. 

Dyplom herbowy Wrocławia 1530 — © Archiwum Państwowe we Wrocławiu

Błąd usunięto w najprostszy możliwy sposób — poprzez… wydrapanie niewłaściwego imienia z dyplomu herbowego, wystawionego przez kancelarię królewską Ferdynanda I Habsburga. Na dokumencie zachowanym we wrocławskim archiwum widać wpis Johans des tewffers hawbt, wykonany ewidentnie inną ręką.

Omyłkom nie było jednak końca. Jak się okazuje w „poprawionym” dokumencie tym razem pomylono Janów. Godła z pola trzeciego nie przypisano św. Janowi Ewangeliście, lecz św. Janowi Chrzcicielowi. Kolejny błąd? A może próba przywrócenia „nieoficjalnego” wzoru herbu Wrocławia z XIV wieku.

Barwne przedstawienie takiego herbu zachował się na fresku heraldycznym z 1360 roku, zachowanym na ścianie Sali Herbowej na zamku w Lauf. Przedstawia skwadrowaną tarczę o polach na przemian z głową św. Jana Chrzciciela — patrona Wrocławia — oraz koronowanym lwem — godłem Królestwa Czech.

Herb Wrocławia, Zamek w Lauf 1360 — Wikipedia / Karel Pacovský

Kwestię rozbieżności heraldycznych rozwiązał dyplom cesarza Karola V Habsburga, w którego treści jednoznacznie wskazano, iż w herbie widnieć ma wizerunek św. Jana Ewangelisty. Czy zatem informację o odwołaniu do postaci św. Doroty w treści pierwszego dyplomu herbowego zaliczyć można do „miejskich legend”?

Możliwie, choć historyczne fakty potwierdzają, że „mogło być coś na rzeczy”. To właśnie w kaplicy miejskiego ratusza — pod wezwaniem świętych Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty — przechowywano hermę relikwiarzową św. Doroty. Ówczesny Wrocław był bowiem miejscem żywego kultu św. Doroty. 

Nie dziwi zatem, że widniejący w habsburskim projekcie herbu miasta Wrocławia z XV wieku portret św. Jana Ewangelisty w wieku młodzieńczym, o długich lokowanych włosach i ozdobionego odwróconą koroną okalającą jego ramiona, mógł budzić domniemania, iż jego pierwowzorem była herma św. Doroty

Herma relikwiarzowa św. Doroty XV wiek © Muzeum Narodowe we Wrocławiu

POST SCRIPTUM

Trzeba przyznać, że opis współczesnego wzoru herbu Wrocławia, zamieszczony w statucie miasta, umiejętnie rozwiązuje historyczne dywagacje:

w polu dolnym lewym głowa św. Jana Ewangelisty skierowana na wprost, o twarzy młodzieńca z lokami jakby kobiecymi, w nimbie dookoła głowy, osadzona na odwróconej koronie.

--Ilustracja tytułowa na podstawie skanu akt unadania herbu i pieczęci Wrocławia z 1530 roku z zasobów Archiwum Państwowym we Wrocławiu
Tagi: herb Wrocławia; heraldyka; symbole samorządowe; projektowanie herbów

[P] 10.07.2024