Projektowanie herbów i innych symboli samorządowych — kontakt:
Spis treści
25 lat temu Powiat Grodziski ustanowił swoje oficjalne symbole tożsamościowe. Przyjęte wzory herbu i flagi stanowiły jednak nie tylko znaki własne jednostki samorządowej, ale identyfikowały także jej przynależność do wielkopolskiej wspólnoty terytorialnej. Herb i flaga powiatu zaprojektowane zostały w ramach modelowego «Systemu koordynacji znaków powiatów województwa wielkopolskiego», autorstwa Jerzego Bąka, opracowanego na początku 1999 roku dla wszystkich powiatów wielkopolskich.
Zgodnie z jego założeniami widniejący w herbie wzór godła heraldycznego — uszczerbiony Orzeł Wielkopolski — podkreśla przynależność danej jednostki samorządu terytorialnego do samorządowej wspólnoty powiatów ziemskich województwa wielkopolskiego. Drugim symbolem — wywiedzionym z lokalnej tradycji historycznej — jest ulistniona gałązka lipy, której przedstawienie widniało na monetach bitych przez mennicę w Grodzisku w XIV wieku. Pięć liści oznacza pięć gmin wchodzących w skład powiatu.
Opracowanie Jerzego Bąka, w zakresie tworzenia nowych herbów powiatów wielkopolskich, wyprzedzało wnioski sformułowane podczas I Krakowskiego Kolokwium Heraldycznego. Projekty herbu i flagi, odznaczające się autorską inwencją w zakresie idei heraldyczno-weksylologicznej, formy plastycznej oraz układu kompozycyjnego i konstrukcyjnego, uznane zostały przez Komisję Heraldyczną za wzorcowe. Modelowe opracowanie spełnia bowiem wymogi tworzenia spójnego modelu heraldyczno-weksylologicznego w obrębie województwa.
25 lat później ta sama Komisja Heraldyczna wydała opinię, której skutkiem jest naruszenie jednolitości zespołu symboli powiatów wielkopolskich, mimo że w swoim orzecznictwie nadal uznaje za właściwe systemowe zasady przyjęte w projektowaniu herbów i flag powiatów wielkopolskich i jako wzorcowy przykład podaje — obok powiatów obornickiego, jarocińskiego i pilskiego — właśnie wzory symboli powiatu grodziskiego.
Decyzją Komisji Heraldycznej usankcjonowana została w herbie powiatu rawickiego imitacja «orła wielkopolskiego», zamiast wprowadzenia w nim oryginalnego wzoru, jakim jest źródłowe godło w znaku województwa wielkopolskiego. Pozytywnie zaopiniowano również wzór flagi, który w przyjętej postaci łamie zasady ustalone dla zespołu weksyliów powiatów wielkopolskich.
POST SCRIPTUM
Osobiście uważam, iż jest to — ujmując rzecz „po wielkopolsku” — PORUTA
Do tematu powrócę…
10 lat temu Sejm oraz Senat Rzeczypospolitej Polskiej przyjęły Uchwały w sprawie oddania hołdu ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczypospolitej w latach 1939-1945. Na mocy uchwały sejmowej dzień 11 lipca — rocznica apogeum zbrodni — ustanowiony został Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej.
W uchwale wezwano do ustalenia miejsc zbrodni i ich oznaczenia, zapewnienia godnego pochówku wszystkim odnalezionym ofiarom, oddania należnej czci i szacunku niewinnie zamęczonym i pomordowanym, sporządzenia pełnych list ofiar. Zaapelowano też o kontynuację dzieła pojednania i dialogu, wspieranie współpracy historyków, w tym rozszerzenie dostępu do archiwów państwowych, wzmocnienie współpracy władz Rzeczypospolitej Polskiej i Ukrainy w najważniejszych dla przyszłości obu narodów sprawach.
Wyrażony został szacunek i wdzięczność Ukraińcom, którzy narażając własne życie, ratowali Polaków oraz skierowano apel do Prezydenta RP o uhonorowanie tych osób odznaczeniami państwowymi. Przypomniano również postawę znacznej części ludności ukraińskiej, która odmawiała udziału w napadach na Polaków. Złożono także podziękowania Kresowianom i ich potomkom oraz ludziom dobrej woli, którzy od dziesiątków lat domagali się prawdy, kierując się mottem „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”.
„Krwawa Niedziela” jest faktem. „Rzeź Wołyńska” jest faktem. Faktem jest ludobójstwo Polaków dokonane przez Ukraińców nie tylko na Kresach. Faktem jest również to, iż wiele ofiar tej zbrodni do dziś nie doczekało się imiennego pochówku. I to jest ten w pełni doczesny wymiar ludzkiej gehenny. Tragedii, która dotknęła tak osobiście obywateli Rzeczypospolitej, jaki i Ją samą jako Wspólnotę Wielu Narodów. Jest jednak jeszcze inny bardzo ważny wymiar, o którym nie można zapomnieć.
Gdy Jezusowi zadano pytanie — a de facto oczekiwano wydania osądu — co myśli o wymordowaniu jego rodaków w Galilei przez Piłata, usłyszano od Nauczyciela z Nazaretu jednoznaczną odpowiedź, która zszokowała myślących wedle zasady talionu. Parafrazując Jego słowa: «Czy myślicie, że te 100.000, które wyrżnięto na Kresach, zasłużyło sobie na to bardziej, niż pozostali mieszkańcy Rzeczypospolitej? Nie — mówię wam. Lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie.» (por.: Łk 13,4-5)
Jezus nie zanegował ani faktu dokonanej zbrodni, ani też nie przemilczał, kto był jej sprawcą. Odwrócił jednak wektor rozliczenia. Jego adresatem stali się ci, którzy oczekiwali stosownego postępowania według Prawa. Wedle głoszonej przez Jezusa Dobrej Nowiny prawdziwie Boże Prawo oparte jest tylko na dwóch przykazaniach. Przykazaniu „miłości Boga całym sercem, duszą i umysłem” oraz przykazaniu „miłości bliźniego jak siebie samego”. (Mt 22,35-40)
Ta postawa wymaga własnego nawrócenia. Wtedy zostaje wsparta Błogosławieństwem, którego moc pozwala przekroczyć wszystko, co po ludzku jest niemożliwe. Prawdziwie Boże wybaczenie jest bowiem zapomnieniem — bezwarunkowym i bezterminowym. Chrystus jednak podnosi jeszcze wyżej poprzeczkę: «Wiecie, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a swego wroga będziesz nienawidził. A Ja wam mówię: Miłujcie waszych wrogów i módlcie się za tych, którzy was prześladują…» (Mt 5,43-44)
Czy jest to w ogóle możliwe? Po ludzku — absolutnie nie. Jednakże dla tych, których człowieczeństwo kształtuje wiara w Boga, Który Jest Miłosierdziem, wszystko jest możliwe. Gdy stawaniu w Prawdzie towarzyszy Miłosierdzie, wtedy dokonują się cuda. Taka postawa wiary może otwierać serca. Może — bo to nie przymus. Nie ma też pewności czy to się stanie, ani też kiedy. A jednak to właśnie żywa wiara w Bożą pomoc buduje relacje, które pomogą dopełnić wymóg zadośćuczynienia w wymiarze ludzkim.
Poznanie prawdy, która wyzwala wymaga od nas trwania w nauce Jezusa. Gdy to nastąpi wówczas nikt nie będzie mógł rozgrywać polsko-ukraińskiej historii dla własnych korzyści. Bo jedno jest pewne — jak wtedy, tak i dziś „inni szatani są tam czynni”.
«Naród polski przesyła obywatelom wielkiej Unii Amerykańskiej braterskie pozdrowienia wraz z zapewnieniem najgłębszego podziwu dla stworzonych przez Was instytucji, w których Wolność, Równość i Sprawiedliwość znalazły swój najwyższy wyraz stając się gwiazdą przewodnią dla wszystkich nowoczesnych demokracji.
Święto Wasze szlachetni Amerykanie, nie jest tylko Waszem świętem. Znajduje ono gorący odzew w całym świecie, a szczególnie w naszej ojczyźnie Polsce, która dumna jest z tego, że w wielkiej godzinie Waszych dziejów u boku Jerzego Washingtona stali pod chorągwią wolności także bohaterowie naszych walk o wolność — Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski.»
Tak brzmiała treść uroczystego „Pozdrowienia od Narodu Polskiego”, zamieszczonego w «Polskiej Deklaracja o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych», przygotowanej 100 lat temu z okazji 150. rocznicy Deklaracji Niepodległości w 1926 roku.
Warto i dziś przypominać, że również Polacy pozostawili w historii Ameryki niezatarty ślad — nie tylko znaczony potem i krwią, ale niejednokrotnie ofiarą z życia. To nie tylko powszechnie znani i honorowani bohaterowie walk o Niepodległość Stanów Zjednoczonych — Kazimierz Pułaski i Tadeusz Kościuszko.
To także Stanisław Sadowski i polscy pionierzy z Jamestown w Wirginii z XVII wieku. Albrecht Zaborowski — emigrant z Prus Książęcych i sędzia pokoju z New Jersey. Karol Błaszkowicz — inżynier i kartograf. Felix Miklaszewicz — konfederata barski, a później kaper w służbie marynarki kontynentalnej. Włodzimierz Krzyżanowski — generał wojny secesyjnej i budowniczy kolei oraz polscy osadnicy Panna Maria w Texasie z XIX wieku. A końcu to również miliony Polaków z amerykańskiej Polonii, budujących Amerykę przez kolejne dekady.
Polską Deklarację o Podziwie i Przyjaźni z roku 1926 przygotowano w uznaniu dla amerykańskiego uczestnictwa w I wojnie światowej oraz pomocy udzielonej Polsce — w szczególności wkładu amerykańskich lotników dywizjonu kościuszkowskiego — w czasie wojny z bolszewicką Rosją w 1920 roku.
Deklarację stanowi 111 tomów okolicznościowych pozdrowień, opatrzonych podpisami obywateli II Rzeczypospolitej — od prezydenta Ignacego Mościckiego, premiera Kazimierza Bartla i naczelnika Józefa Piłsudskiego, przez przedstawicieli instytucji rządowych, społecznych, akademickich i religijnych, aż po ponad 5,5 milionów uczniów szkół polskich.
Wśród oficjalnych pozdrowień jest też okolicznościowa karta przygotowana przez władze Politechniki Warszawskiej. Zdobiącą ją ilustrację — w formie panoplium z portretem Kościuszki — wykonał prof. Zygmunt Kamiński. Rok później opracowany przezeń wzór Orła Białego stanie się oficjalnym godłem państwowym Rzeczypospolitej Polskiej.
To nie tylko pamiątka wyjątkowego gestu w relacjach międzypaństwowych, ale niezwykle osobisty, bo własnoręcznie zapisany, ślad po mieszkańcach ówczesnej Polski. W szczególności dzieciach, które paręnaście lat później stracą życie na własnej ziemi — od Wielkopolski, Pomorza i Śląska, przez Małopolskę, Mazowsze i Wileńszczyznę, aż po Lwów, Wołyń i Podole — tylko dlatego, że byli Polakami.
Polacy pamiętali o wyrażeniu wdzięczności za pomoc w krwawej walce o Niepodległość i jej obronę. W roku 1945 w Jałcie amerykański prezydent „zapomniał” o Polakach, których przodkowie przelewali krew za wybicie się Stanów Zjednoczonych na niepodległość. Oby to się nie powtórzyło.
God Bless America! Boże, błogosław Polsce!
POST SCRIPTUM
Wśród podpisów uczniów polskich szkół, zamieszczonych w kolejnych tomach Polskiej Deklaracji o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych, odnalazłem także autograf mojego Dziadziusia po stronie Mamy — Mieczysława Boduszyńskiego jako ówczesnego ucznia II klasy Prywatnego Gimnazjum OO. Jezuitów w Chyrowie.
Po zakończeniu II wojny światowej rodzina Boduszyńskich podzieliła los polskich ziemian skazanych przez komunistyczny reżim na wyniszczenie. Obywatele Polski, którzy przez pokolenia budowali podstawy niepodległości II Rzeczypospolitej, a podczas wojny czynnie uczestniczyli w zbrojnej strukturze Polskiego Państwa Podziemnego, mieli utracić nie tylko niezależność bytową, ale także swoją tożsamość.
Po latach kolejne dwa pokolenia Boduszyńskich — Mieczysław Maria (specjalista w dziedzinie badań ropy naftowej) oraz Mieczysław Paweł (specjalista od polityki zagranicznej USA) — zasiliły grono Polonii, stając się obywatelami Stanów Zjednoczonych Ameryki.
90 lat temu — 2 lipca 1936 roku — ówczesny Minister Spraw Wewnętrznych, po porozumieniu się z Ministrem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, wydał Zarządzenie w sprawie zatwierdzenia herbu miasta Poznania. Akt prawny opublikowany został w Monitorze Polskim. Dokument nie zawierał graficznego załącznika z przedstawieniem herbu, a jedynie jego opis:
«W polu błękitnem mur miejski srebrny z trzema basztami, środkowa wyższa z oknem barwy pola. Nad basztą środkową — orzeł biały (srebrny) bez korony, w tarczy czerwonej, zwrócony w prawo. Na skrzydłach orła — przepaska złota z trójlistkami. Na baszcie prawej — postać św. Pawła, na baszcie lewej — postać św. Piotra. Postacie świętych — srebrne. Symbole obu świętych (miecz i klucz) oraz aureole — złote. Po prawej stronie św. Pawła i po lewej św. Piotra sześciopromienne gwiazdy złote, pod gwiazdami półksiężyce złote. W bramie otwartej, barwy pola, dwa klucze złote skrzyżowane. Nad nimi — krzyż złoty.»
Ministerialne zarządzenie z roku 1936, normujące urzędowy wizerunek herbu miasta Poznania, wydane zostało na wniosek ówczesnego Zarządu Miejskiego i Rady Miejskiej miasta Poznania. Ustalone w tej postaci obrazowanie heraldyczne uznano jako historycznie uzasadnione. Tym samym utrwalono obecną w ówczesnej literaturze przedmiotu narrację o „orle bez korony” w herbie Poznania, stanowiącą wynik ustaleń badawczych z XIX wieku. Niekoronowany orzeł także po wojnie dobrze wpisywał się w obowiązujący mit piastowskich korzeni ludowej PRL.
Okazuje się jednak, że również wedle publikacji naukowych III Rzeczypospolitej — której przywrócono orła zwieńczonego królewską koroną — Poznań jako najstarsza stolica piastowskiego władztwa oraz gród stołeczny Królestwa Polskiego odrodzonego w roku 1295, ma nadal sygnować się herbem z orłem bez korony. Ze zdziwieniem odnotowuję, iż w literaturze nie tylko nie ma wzmianki o powrocie tłoka najstarszej pieczęci miejskiej do Archiwum Państwowego w Poznaniu w roku 1970, ale także pogłębionej analizy widniejącego na nim obrazowania.
Choć od wprowadzenia nowego wzoru herbu Poznania według projektu Jerzego Bąka minęło ponad 30 lat to w publikacjach o historii miasta nie istnieje temat dramatycznych okoliczności przywrócenia królewskiej korony na głowie orła. Milczy się o „gorącej” dyskusji w Radzie Miejskiej, zamachu na historyczny układ świętych w herbie i próbie zamiany ich miejsc, a w końcu nawet o podważaniu autentyczności średniowiecznego tłoka pieczęci miejskiej — co skutkowało koniecznością przeprowadzenia kryminalistycznej analizy.
Ba! — niektóre publikacje nie zawierają informacji kto jest autorem współczesnego wzoru herbu. Tak jakby stanowiło to „oczywistą oczywistość”. Jednocześnie suflowana jest w miejskich mediach teza, iż najstarszą wersją herbu były „po prostu dwa skrzyżowane klucze z greckim krzyżykiem nad nimi, którym z czasem dodawano kolejnej elementy: godło, koronę, bramę murów miejskich, gwiazdę i księżyc oraz świętych Piotra i Pawła”.*
Satis!